O tym, że istnieje taki konkurs jak „Dziewczyna Roku Glamour” dowiedziałam się trochę ponad miesiąc temu, z maila informującego mnie o tym, że zostałam zakwalifikowana do jego finału. Dzięki Waszemu wsparciu i licznym głosom w trakcie 10-dniowego głosowania, dwa tygodnie później odebrałam telefon z redakcji magazynu: Wygrałaś!

Jako że publiczne ogłoszenie wyników miało miejsce dopiero w trakcie zeszłotygodniowej Gali Kobiety Roku Glamour, nie mogłam wcześniej nic oficjalnie powiedzieć. Teraz już mogę!

Zanim opiszę ten proces, co dla mnie oznacza słowo glamour i jakie lekcje wyciągam z udziału w konkursie, chciałabym Wam bardzo podziękować. Przede wszystkim anonimowej czytelniczce, która mnie do niego zgłosiła. Dziękuję za docenienie mnie i wypełnienie formularza zgłoszeniowego w moim imieniu. Nie spodziewałam się, że coś takiego mogłoby mieć miejsce.

Po drugie dzięki dla wszystkich tych, którzy niestrudzenie głosowali na mnie w Internetach. Wiem, że system wielokrotnych codziennych głosów jest upierdliwy, tym bardziej doceniam Wasze zaangażowanie i poświęcony na to czas. Dziękuję również za wszystkie wiadomości oraz komentarze na FB, które mi wysłaliście. Były one bardzo wspierające i rozgrzewające serducho.

No to teraz od początku.

KONKURS DZIEWCZYNA ROKU GLAMOUR

Kiedy odczytałam maila z Glamour i weszłam w podany w nim link, od razu zadzwoniłam do sekretarz redakcji z informacją, że ja chyba nie bardzo pasuję do tego konkursu. Czułam bowiem, że jako blisko trzydziestojednolatka z dziewczyną czy nastolatką mam niewiele wspólnego. Wiem, że część znajomych, słysząc o mojej nominacji w tym konkursie miała podobną zagwozdkę: w jaki sposób Dziewczyną Roku ma zostać kobieta 30+?

Szybko wyjaśniono mi, że nazwa ma niewiele wspólnego z profilem wiekowym uczestniczek. Po prostu Kobieta Roku Glamour jest międzynarodowym tytułem, przyznawanym przez ten magazyn w krajach, w których jest wydawany. W konkursie na Kobietę Roku zwyciężczynię typuje się spośród znanych i lubianych: aktorek, modelek, piosenkarek, pisarek, sportowczyń, blogerek. W zeszłym roku postanowiono w Polsce zrobić pierwszą edycję konkursu towarzyszącego, który skupiałby się na dziewczynach mniej znanych, ale robiących rzeczy inspirujące dla innych. I to właśnie ten konkurs nazwano Dziewczyną Roku – Kobieta była już zajęta.

Przed wykonaniem telefonu doczytałam, jakie są nagrody dla zwyciężczyni konkursu: poza odebraniem statuetki na Gali, miały być to sesja zdjęciowa oraz tekst w październikowym wydaniu magazynu Glamour, a także bon na ubrania. W trakcie rozmowy od razu zapytałam, czy – gdybym wygrała – zgodziliby się na zrobienie sesji #nomakeup i opublikowanie mojego zdjęcia bez makijażu. W odpowiedzi od razu usłyszałam: Tak.

To właśnie ta wizja, choć minimalnego odejścia od nieustannie wkładanych nam do głowy kanonów piękna tzw. magazynów kobiecych oraz perspektywa dotarcia z tym, co robię do czytelniczek Glamour, było główną motywacją do decyzji, by prosić Was o pomoc w wygranej. Oczywiście zostanie publicznie docenioną, odebranie ładnej statuetki, udział w znanej gali – to wszystko bardzo fajne doświadczenia, które cieszą na wielu poziomach. Jednak w idei wygranej najbardziej ekscytowała mnie możliwość pojawienia się w miejscu, z którym niewiele mam wspólnego.

No bo umówmy się, do masowego i popkulturowego obrazu „glamour” oraz tego, co promowane jest w czasopismach „kobiecych” jest mi bardzo daleko. A jednak zarówno redakcja Glamour, która wybrała mnie do finału, jak i Wy, swoimi głosami, pokazaliście, jak różne definicje może mieć – i już ma – słowo glamour.

Samo głosowanie finałowe trwało 10 dni, w trakcie których można było oddawać głosy za pomocą swoich profili FB. Jeśli jesteś na moim newsletterze, to mniej więcej w tym momencie dostałaś_eś ode mnie mail z informacją o nominacji oraz prośbą o głosy. Podzieliłam się w nim jeszcze jedną rzeczą:

Początkowo zakładałam zbytnio się z tym konkursem nie ogłaszać i nie nastawiać się na działania mające umożliwić mi wygraną, ale po chwili pomyślałam: halo, ale dlaczego nie? Skoro ktoś mnie docenił (osoba nominująca, jury, które mnie wybrało do finału, a także wszyscy ci, którzy mnie regularnie czytają), to dlaczego ja mam nie zrobić tego samego? Dlaczego miałabym się chować za zasłoną fałszywej skromności i obojętności, zamiast powiedzieć szczerze i otwarcie: kurczę, ale super byłoby wygrać!

W świecie żebrolajków, wszechobecnych rankingów popularności i niekończących się internetowych głosowań, miałam opory przed tym, żeby prosić Was o głosy. I to jeszcze wielokrotne, codzienne głosy w konkursie kolorowego magazynu. Jednak dość szybko postanowiłam, że możliwość pokazania się szerzej z tym, co robię jest dla mnie ważniejsza niż obawy o to, że ktoś pomyśli sobie, że jestem nachalna, mam parcie na szkło czy za bardzo się staram.

Stąd regularne przypominajki publikowane na moim fanpageInstagramie, a także te, które w prywatnych wiadomościach wysyłałam do znajomych. Skoro były osoby skłonne mnie wspomóc, dlaczego miałabym samej sobie podcinać skrzydła?

Jako że nigdzie nie był podawany wynik głosowania, nie miałam pojęcia, na którym miejscu jestem i przychodziły myśli, że niepotrzebnie „spamuję” prośbami o 5xTAK dla Bębenka. Jednak gdy po odebraniu telefonu z informacją o wygranej napisałam części ze znajomych o tym, że wygraliśmy (w moim rozumieniu ja zapracowałam na nominację, a Wy – głosujący – na wygraną), ich radość i entuzjazm sprawiły, że zaczęły odchodzić wcześniejsze obawy. Podobnie było, gdy już oficjalnie mogłam ogłosić wygraną w mediach społecznościowych, a od Was posypały się gratulacje i komentarze „Wygraliśmy!”, „Udało nam się!”.

Pozostałymi finalistkami konkursu na Dziewczynę Roku Glamour były:

? Joanna Kołyszko-Tomasik
(nauczycielka jogi, która swojej praktyce zawdzięcza m.in. uporanie się z bólem i problemami z kręgosłupem, będącymi efektem jałowej martwicy kości, na którą zachorowała w wieku dojrzewania)

? Kamila Kołpacka
(dwudziestopięcioletnia właścicielka firmy Letter Bag,  która sprzedaje swoje torby na całym świecie)

? Klaudia Szubert
(niezwykle aktywnie działająca osiemnastolatka z Wodzisławia Śląskiego, która została w swoim mieście  Osobowością Roku 2017 w kategorii „Działaność społeczna i charytatywna”, tegoroczna kandydatka do Rady Miejskiej – jestem pod ogromnym wrażeniem)

? Małgorzata Biegańska-Hendryk
(behawiorystka zwierząt, wolontariuszka i autorka strony Koci Behawioryzm)

? Marta Lacek
(od kilku lat pracuje w schronisku dla zwierząt i własnymi siłami organizuje wigilijne kolacje dla bezdomnych – ma dwadzieścia jeden lat)

? Yulianna Fomicheva
(nastolatka po szkole muzycznej, uwielbia konie, zaczęła vlogować na YT)

magda bębenek glamour.pl dziewczyna roku glamour 2018 glamour

SESJA FOTOGRAFICZNA I WYWIAD DLA GLAMOUR

Dzisiaj ukazał się październikowy numer Glamour, w którym znajdziecie wywiad z każdą z uhonorowanych w tym roku osób: ze mną oraz pięcioma Kobietami Roku Glamour 2018. Są to:

? Anja Rubik
(modelka, inicjatorka kampanii edukacji seksualnej #sexedpl i autorka książki o takim samym tytule),

Katarzyna Bigos
(instruktorka fitness i pole dance, jedna z uczestniczek akcji Fake off, pokazującej prawdziwe, nieretuszowane ciała kobiet),

? Karolina Kuklińska-Kosowicz
(wraz z mężem prowadzi firmę Yope, produkującą certyfikowane ekologiczne kosmetyki i środki czystości, które uwielbiam),

? Areta Szpura
(założycielka marki odzieżowej Local Heroes, inicjatorka głośnej w Internetach akcji „Tu pijesz bez słomki”)

? Joanna Kulig
(aktorka, zagrała m.in. w „Zimnej wojnie” i wchodzącym w tym tygodniu na ekrany kin „Klerze”).

Zanim z puszczańskiego tarasu udzieliłam telefonicznie wywiadu Alicji Szewczyk (zastępczyni redaktor naczelnej), spotkałam się w Warszawie z Glamourową ekipą na sesji fotograficznej. I nie bez kozery mówię ekipą, ponieważ było nas łączenie… osiem osób. Normalnie byłaby jeszcze makijażystka i pewnie ktoś od fryzury, ale jako że robiliśmy zdjęcie au naturel, te dwie osoby odpadły.

Mimo początkowej konsternacji moją prośbą dotyczącą tego elementu, żadna z osób zaangażowanych w naszą sesję fotograficzną nie próbowała zmienić mojej decyzji czy czegokolwiek mi narzucić. Wręcz przeciwnie: czułam się bardzo zadbana, a całość sesji – jej estetyka, dobór miejsca, wybór stroju – była w jak największym stopniu zrobiona pode mnie. Pewne z moich sugestii nie przeszły, ale wcale się nie dziwię – moje zdjęcie musiało pasować stylem do profilu magazynu, a także do sesji pozostałych bohaterek.

Najpierw w studio pomierzyłam kilka strojów, a następnie zapakowaliśmy się w vana i ruszyliśmy nad Wisłę. Tam spotkaliśmy się z fotografem i jego asystentem, po czym ruszyliśmy w dzikie, zakrzaczone rejony rzeki, by zrobić ujęcia w trzech stylizacjach. Zdjęcie, które wybraliśmy znajdziecie w najnowszym numerze magazynu. Poniżej wklejam kilka z moich ulubionych zdjęć stylizacji, która nie została opublikowana, plus zaplecze tego, co znajdziecie w Glamour.

 

magda bębenek dziewczyna roku glamour 2018 marcin klaban sesja fotograficzna fashion w terenie 3

fot. Bartosz Szlązak

fot. Marcin Klaban

fot. Marcin Klaban

fot. Marcin Klaban

fot. Marcin Klaban

fot. Marcin Klaban

fot. Marcin Klaban

magda bębenek dziewczyna roku glamour 2018 marcin klaban sesja fotograficzna fashion w terenie

fot. Bartosz Szlązak

fot. Marcin Klaban

fot. Marcin Klaban

fot. Marcin Klaban

fot. Marcin Klaban

GALA KOBIETA ROKU GLAMOUR

Kropką nad i całego doświadczenia było odebranie statuetki Dziewczyny Roku Glamour w trakcie dorocznej Gali, najważniejszego wydarzenia dla redakcji magazynu i jednego z wieczorów rodzimego show-biznesu, o którym pisze się w mediach. Jak co roku, prowadził ją Marcin Prokop. Sama gala trwała stosunkowo krótko, a wręczanie nagrody za każdym razem wyglądało tak samo.

Laureatki nie wymieniano od razu z imienia i nazwiska. Najpierw puszczano zapowiedź video od znanej w środowisku osoby (najczęściej znajomej laureatki), która miała podpowiedzieć tożsamość zwyciężczyni. Później na scenę zapraszana była osoba wręczająca, która mówiła o niej kilka ciepłych słów, po czym wywoływała ją po odbiór statuetki.

Jedną z bardzo miłych niespodzianek związanych z galą było pytanie ze strony redakcji, czy jest ktoś, kogo życzyłabym sobie w roli wręczającej. Drugą, czy chciałabym dodatkowe wejściówki dla rodziców, bo część laureatek się o to pyta. Z pierwszej opcji nie skorzystałam, a z drugiej tak.

Po szybkiej i sprawnej części oficjalnej był czas na drinki, kolację i rozmowy. Całość odbyła się w bardzo ładnej oprawie Zamku Ujazdowskiego i, szczerze mówiąc, skończyła się dużo szybciej niż zakładałam. O tym, że stresowałam się bardziej niż przypuszczałam przekonałam się, gdy po odebraniu statuetki zaczęłam odczuwać głód – po raz pierwszy od rana.

W przeciwieństwie do niektórych laureatek, otrzymanie tego wyróżnienia – jakkolwiek miłe i wspierające – nie było dla mnie wielce emocjonującym czy wyczekiwanym momentem. Udział w gali wywołał stres, ponieważ z jednej strony zupełnie nie miałam pojęcia, czego się spodziewać (jak się ubrać, jaki będzie przebieg wieczoru), a z drugiej strony odbierając statuetkę chciałam powiedzieć kilka ważnych dla mnie rzeczy. A ponieważ miałam świadomość, że nikt na sali nie będzie miał pojęcia, kim jestem i wiedziałam, że mam zapędy moralizatorskie, denerwowałam się, czy nie będę za długo mówić (chyba było ok) i czy czegoś nie zapomnę (zapomniałam).

Trzecim bardzo pozytywnym zaskoczeniem, już podczas samej gali, było to, jak ciepło mnie przedstawiono, jak dużo powiedziano o moich projektach i jak bardzo w punkt był filmik mnie przedstawiający. Zresztą zobaczcie same i sami jak to wszystko wyglądało:

Niestety nie miałam pojęcia, że pozostałe finalistki konkursu również są na Gali, bo z radością bym je poznała osobiście. Jedyne co, to rozpoznałam i podeszłam przedstawić się zeszłorocznej zwyciężczyni tytułu Dziewczyny Roku, Klaudii Halz (inicjatorce projektu #365dniwspódnicy), która – jak widzieliście na nagraniu – była jedną z osób zapowiadających mnie na Gali.

glamour.pl magda bębenek marcin prokop gala kobieta roku glamour dziewczyna roku glamour 2018

glamour.pl magda bębenek anja rubik katarzyna bigos areta szpura gala kobieta roku glamour 2018 dziewczyna roku glamour

Magda bębenek dziewczyna roku glmaour 2018 gala kobiety roku apart nasty gal sukienka

CZYM JEST GLAMOUR?

No właśnie. Może od tego trzeba było zacząć?

W Słowniku Języka Polskiego słowa tego nie znajdziemy, jest ono natomiast bardzo popularnym w Polsce anglicyzmem. W Internecie znalazłam następującą definicję:

glamour to styl życia, ubierania się, wystroju wnętrz itd., cechujący się bogactwem, dbałością o szczegóły oraz wyszukaną, lekko staroświecką elegancją

elegancja; przepych; wykwint
książkowo: blichtr

Różni się ona jednak w pewnym stopniu od angielskiej definicji oryginalnego słowa. Tu ze słownika Collinsa:

If you describe someone or something as glamorous, you mean that they are more attractive, exciting, or interesting than ordinary people or things.

(Kiedy określamy kogoś lub coś jako glamour, mamy na myśli, że jest to bardziej atrakcyjne, ekscytujące czy interesujące niż przeciętni ludzie lub rzeczy.)

Tu ze słownika Cambridge:

a quality of someone or something that causes excitement and admiration because of its style or attractive appearance

(cecha kogoś lub czegoś, która wywołuje ekscytację i podziw z powodu swojego stylu lub atrakcyjnego wyglądu)

Angielska definicja słowa glamour nie definiuje, co jest bardziej atrakcyjne, interesujące czy ekscytujące. Polska już tak: bogactwo, przepych, elegancja. Oczywiście, ogólna definicja sobie, a praktyczne normy kulturowe sobie – niezależnie od tego, czy jesteśmy w Polsce czy kraju anglosaskim, glamour zdominowany został przez przepych, ekskluzywność, modę i to, co nazwać by można (wyobrażonym) życiem hollywoodzkich gwiazd.

Jeśliby jednak wrócić do korzeni tego słowa (do natury glamour, że tak powiem), to okaże się, że każdy z nas sam może zdefiniować, czym to glamour dla niego jest. Niezależnie od tego, co będzie robić, gdzie mieszkać, jak wyglądać i na co poświęcać czas, może wieść życie glamour. Czyli takie, które jest dla niej/niego najbardziej atrakcyjne, ekscytujące i wywołujące zachwyt każdym kolejnym dniem.

Jak dla mnie:

?Pyszny napar z własnoręcznie zbieranych ziół jest elementem życia glamour.

?Tańczenie w deszczu i chodzenie boso po trawie jest elementem życia glamour.

?Otaczanie się pięknymi, prostymi i estetycznie nas sycącymi przedmiotami jest elementem życia glamour.

?Przyjaźnie, związki, chwile z rodziną są elementami glamour.

?Tworzenie, wypuszczanie swoich kreacji w świat, wspieranie w tym innych jest elementem życia glamour.

?Czytanie książek, które nas porywają, inspirują i edukują jest elementem życia glamour.

? Spożywanie zdrowego, sycącego i pełnowartościowego jedzenia jest elementem życia glamour.

?Ubieranie się w ciuchlandach jest elementem życia glamour. W tym przypadku mówię o sukience, którą miałam na gali, a którą tak wielu z Was komplementowało. Otóż kupiłam ją w zeszłym roku w Szkocji, w tzw. charity shop, czyli sklepie z używaną odzieżą, książkami i bibelotami, prowadzonym przez jedną z organizacji pozarządowych. Kiecka za 15 funtów na wydarzenie, uznawane za jedno z najbardziej glamour w kraju? Proszę bardzo.

?A skoro o odzieży mowa, to bieganie w gumiakach po Puszczy zdecydowanie jest elementem życia glamour. Tak jak powiedziałam ze sceny w trakcie gali: niewiele rzeczy jest teraz dla mnie bardziej ekscytujących, atrakcyjnych i zachwycających niż życie w środku lasu, bieganie po nim rozczochranej, nieumalowanej, w pobrudzonych i pogniecionych ubraniach oraz odkrywanie kolejnych niesamowitości, które w sobie skrywa.

5 LEKCJI Z UDZIAŁU W KONKURSIE DZIEWCZYNA ROKU GLAMOUR

1. Pierwsza lekcja, jaką chcę się z Wami podzielić:
Zawsze znaj reguły gry, w którą grasz. Nie mam pojęcia, jakie są wyniki głosowania i jaką liczbą głosów wygrałam, ale domyślam się, że bez przeczytania regulaminu konkursu nie byłoby to możliwe. Okazało się bowiem, że każda osoba mogła oddać 5 głosów dziennie, na tę samą finalistkę. Zasada, której organizatorzy mi nie przekazali i która nie była widoczna w żadnym miejscu na stronie głosowania, a którą doczytałam zapoznając się z regulaminem.

Lekcja ta odnosi się jednak do całej rzeczy „gier”, w jakie gramy w życiu, nie tylko konkursów, w których można wygrać pralkę czy telewizor. Jeśli chcemy: zmienić swoje nawyki emocjonalne lub sposób budowania relacji z innymi, mieć realny wpływ na to, co się dzieje w naszych społecznościach, transformować to, jak robiony jest biznes, przeprofilować to, jak pracujemy i o pracy myślimy czy zrozumieć, jak najlepiej o siebie zadbać, musimy najpierw dogłębnie poznać sytuację, w której się znajdujemy.

2. Druga lekcja z tego doświadczenia jest taka:
Zawsze możesz spróbować – w ten czy inny sposób – przedefiniować warunki gry, w którą grasz. Możemy robić rzeczy trochę bardziej po swojemu, zaproponować trochę odmienne działanie, współtworzyć trochę inne wzorce. Być może nie zawsze się uda, ale jeśli nie spytamy, nie zasugerujemy, nie poprosimy, nie uda się na pewno.

W przypadku mojej sesji fotograficznej – udało się być bez makijażu (jeśli sięgniecie po październikowy numer Glamour przekonacie się, że nie miało to żadnego wpływu na efekt końcowy), ale nie udało mi się wystąpić we własnych ubraniach, co też sugerowałam.

3. Trzecia lekcja:
Rób swoje, bez oglądania się na działania innych. Prawda jest taka, że pozostałe finalistki podejrzałam w mediach społecznościowych dopiero kilka dni temu. Oczywiście czytałam ich opisy na stronie głosowania, ale głębiej nie zainteresowałam się tym, co i jak robią. I dobrze, bo bardzo prawdopodobne jest, że gdybym to zrobiła, nie wygrałabym.

Podobnie jak przed wydaniem swojej pierwszej książki nie czytałam nic na temat self-publishingu czy rynku wydawniczego w Polsce, tak i tym razem nie sprawdziłam „konkurencji”. Jest duża szansa, że gdybym zrobiła rozeznanie przed wydaniem „Polki”, tak by mnie przeraziło to, co pisze się o niezarabianiu na książkach, niskim stanie czytelnictwa i kiepskiej opinii o książkach autorów, którzy samodzielnie się wydali, że nie zdecydowałabym się na jej napisanie i wypuszczenie w świat. Podobnie w tym przypadku, gdybym trafiła na zasięgi i społeczności wokół niektórych z kandydatek lub dowiedziała się o ich pozycji oraz wsparciu lokalnej prasy, bardzo możliwe, że sama ogłosiłabym swoje zwycięstwo niemożliwym. O błoga nieświadomości!

4. Czwarta lekcja:
Nie podcinaj sobie skrzydeł, jeśli inni chcą Ci pomóc lecieć. Tak jak pisałam w tekście: czułam się niekomfortowo i niepewnie, prosząc o głosy. A jednak dla wielu z osób, które mnie czytają i korzystają z treści, które tworzę, wzięcie udziału w głosowaniu i wspieranie twórcy, który wnosi coś dobrego do ich życia, było frajdą. Niektórzy nastawiali sobie budzik w telefonie, inni prosili o przypomnienia, jeszcze inni nigdy się do mnie nie odezwali, mimo że to również ich staraniami wygrałam.

Temat umiejętności proszenia i dawania bez poczucia długu i presji wzajemności, ale także przyzwolenia drugiej stronie (oraz sobie!) powiedzieć „nie” jest bardzo długim tematem. Kiedyś się z nim tu zapewne zmierzę. Póki co, doświadczam osobistych wzlotów i upadków z nim związanych w swoim codziennym życiu.

5. Piąta lekcja:

Wielki fejm i wieczna chwała – tak być może część osób wyobraża sobie to, jaki efekt ma uzyskanie takiego tytułu, udział w Gali czy pojawienie się w magazynie. Czy i jakie nowe możliwości przyniesie mi wygrana w konkursie, to się dopiero okaże. Ale chciałabym napisać jedno:

Jasne, moje zdjęcie w ładnej kiecce pojawiło się na stronie Glamour, Gali i pewnie w kilku innych miejscach, ale w większości z nich nie wspomniano o mnie czy tytule Dziewczyny Roku ani słowem, koncentrując się jedynie na zwyciężczyniach głównego plebiscytu.

Nie jest to w sumie żadne zaskoczenie, choć nieustannie dziwi mnie, że publikując zdjęcie, na którym obecne są wszystkie nagrodzone osoby redakcje nie zadają sobie nawet trudu, by o wszystkich wspomnieć. Nie ma znanego nazwiska? Nie jest ważna, można ją pominąć. Stety niestety tak to działa: moment uznania na scenie, dwa zdjęcia na ściance, wypowiedź do zbiorowego filmiku i… już.

Dlatego jeśli ktoś wyobraża sobie, że udział w takim wydarzeniu czy pojawienie się na zdjęciach publikowanych w Internetach ma jakieś większe znaczenie, to moim zdaniem nie do końca ma rację. A przynajmniej nie jeśli jest się małą, niszową rybką w dużym akwarium show-biznesu, lub jakiegokolwiek innego tzw. ekskluzywnego środowiska.

Kiedyś uważałam pojawianie się w radio czy telewizji za coś znaczącego. Nie aspirowałam do tego zbytnio, ale jednocześnie budziło to we mnie jakiś respekt, było oznaką osiągnięcia czegoś większego, wydawało się poza moim zasięgiem. Od marca trzy razy występowałam w telewizji, kilkanaście razy w radio, pojawiło się o mnie i o „Las w nas” kilka tekstów (od Newsweeka, przez białostocką Wyborczą, po lokalne media), kilka kolejnych pojawi się do końca roku. A ja czuję się dokładnie tak samo, jak przed tym wszystkim. Zresztą w 2013 roku, po udzieleniu pierwszych wywiadów radiowych i przeczytaniu pierwszych tekstów o sobie, było dokładnie tak samo.

Zapewne dlatego myślę, że nie warto stawiać sobie za cel pojawienia się w takiej czy innej publikacji, wystąpienia w takim czy innym programie telewizyjnym, wypowiadania się na antenie takiego czy innego radia. Jasne, są i mogą to być cudowne katapulty lub ukoronowanie sukcesu, budują wizerunek eksperta, pozwalają pokazać się szerszej publiczności. Jednak jestem zdania, że są one jedynie środkiem do celu, nie celem samym w sobie. W przeciwnym wypadku mogą być okazją do sporego zawodu i poczucia: Serio, to już wszystko?. Doświadczenia te nie są zazwyczaj aż tak glamour, jak się nam wydaje…

Z mojej strony to by było na tyle w temacie konkursu, wygranej i glamour.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za Wasze głosy i wsparcie!

magda bębenek dziewczyna roku glamour 2018 puszcza knyszyńska dziewczyna w lesie

 

Wskakuj na newsletter, żeby nie przegapić kolejnych artykułów:

* Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci informacji o nowych tekstach, projektach, produktach i usługach. Zgodę możesz wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w polityce prywatności.

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+