W rozmowie z Myrną Martin skupiamy się na temacie, który od dwóch lat wiedzie prym w moim życiu osobistym i zawodowym: jest nim uzdrawianie trudnego porodu. Nie wiem, jak Ty, ale sama nie znam wielu osób, których historie porodowe – zarówno ich własnego procesu narodzin, jak i narodzin ich dzieci – nazwałabym zdrowymi czy naturalnymi. W kręgu kulturowym, w którym medykalizacja porodu jest znormalizowana do tego stopnia, że traumy okołoporodowe uznajemy za naturalną, nieodzowną, a czasem wręcz pożądaną, część procesu przychodzenia na świat, większość z nas idzie przez życie nieustannie doświadczając bolesnych konsekwencji tych zdarzeń, nie mając o tym żadnego pojęcia. Dzisiaj zaczniemy to zmieniać!

Myrna Martin ma czterdzieści sześć lat doświadczenia w sztukach uzdrawiania, a przez ostatnie trzydzieści pięć lat była zanurzona w leczeniu wczesnej traumy rozwojowej: własnej, swojej rodziny i ludzi, z którymi pracuje. Stworzyła także skuteczne modele szkoleniowe, dzięki którym inni mogą uczyć się tej głębokiej pracy.

Myrna uzyskała tytuł magistra pielęgniarstwa na Uniwersytecie Calgary w Kanadzie na kierunku terapia rodzinna, jest zarejestrowaną doradczynią kliniczną, a także nauczycielką i praktyczką biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej. Szkoliła się w zakresie pracy przed- i okołoporodowej pod okiem Williama Emersona i Raya Castellino, od obu uzyskując certyfikaty uprawniające do nauczania tej pracy. Przeprowadziła liczne dwuipółletnie szkolenia na całym świecie oraz setki warsztatów związanych z uzdrawianiem procesu narodzin.

Z dzisiejszego odcinka dowiesz się m.in. o tym:

  • czym jest system przywiązania
  • jaka jest najważniejsza rzecz, którą możemy zrobić dla dzieci po trudnym porodzie
  • jak powinien wyglądać zdrowy proces narodzin
  • jakie konsekwencje rozwojowe ma poród przez cesarskie cięcie
  • jak rozpoznać traumę wczesnorozwojową u niemowląt i małych dzieci
  • w jaki sposób trauma okołoporodowa manifestuje się w życiu dorosłych
  • co możemy zrobić, by wspierać uzdrawianie trudnego porodu u małych i dużych

Możesz obejrzeć wywiad z polskimi napisami lub poniżej przeczytać jego transkrypcję.

Magda: Cześć wszystkim i cześć Myrno. Bardzo dziękuję, że tu jesteś.

Myrna: Cieszę się, że mogę tu być z tobą i wszystkim, którzy nas dziś oglądają.

Ma: Bardzo się cieszę na nasze spotkanie. Przed rozpoczęciem nagrania rozmawiałyśmy o tym, że już kilka razy próbowałyśmy się połączyć, ale, najwyraźniej, do trzech razy sztuka. Ostatecznie widzimy się w pierwszy, styczniowy, nów 2026 roku. Mam nadzieję, że rozmowa, którą przeprowadzimy wniesie trochę nowości i dobra dla tych, którzy nas oglądają.

Na początek, Myrno, z myślą o tych, którzy cię nie znają, czy mogłabyś opowiedzieć nam trochę o swoim doświadczeniu terapeutycznym, a konkretnie o twojej drodze do pracy z dziećmi i ich rodzinami w ramach paradygmatu psychologii przedporodowej i okołoporodowej?

My: Swoją karierę zawodową rozpoczęłam jako dyplomowana pielęgniarka. Nawet wtedy, zawsze pracowałam na oddziale pediatrycznym i intensywnej terapii noworodków, a następnie uzyskałam tytuł magistra z pielęgniarstwa w terapii rodzinnej.

Kiedy założyłam własną rodzinę, odkryłam, że mam coś, co nazywa się macicą dwurożną. Sama doświadczyłam więc nieprawidłowości macicy, kiedy rozwijałam swoje ciało w łonie mojej matki. Dowiedziałam się o tym dzień przed narodzinami mojego pierwszego dziecka. Następnego ranka zaczęłam rodzić, a moja córka urodziła się w wieku 23.5 tygodnia. Miało to miejsce zanim tak naprawdę cokolwiek wiedzieliśmy o dzieciach urodzonych tak wcześnie i czego mogą one potrzebować. Była więc w inkubatorze, w jasnym, jaskrawym świetle, z całym szpitalnym hałasem. I właśnie to doprowadziło mnie do świata traumy wczesnorozwojowej. Mam troje żyjących dzieci, które są teraz zdrowymi dorosłymi. Pozostała dwójka też urodziła się przedwcześnie. W kolejnych ciążach spędziłam długie okresy w łóżku, starając się nie urodzić, aby dzieci mogły zostać w moim łonie jak najdłużej.

Na początku usłyszałam o Williamie Emersonie, który jest pionierem w tej dziedzinie w Ameryce Północnej. Kiedy moje najmłodsze dziecko ukończyło liceum, miałam swobodę, aby naprawdę oddać się rozwojowi w tej pracy. Przez około siedem czy osiem lat uczyłam się od Raya Castellino, a potem zaczęłam prowadzić swoje własne dwuletnie szkolenia dla terapeutów. Przeprowadziłam też setki warsztatów procesowych, w trakcie których dorośli mieli okazję spotkać się ze swoimi bardzo wczesnymi doświadczeniami i uzdrowić skutki tego, co ich spotkało. W ciągu ostatnich kilku lat przestałam podróżować i prowadzić te długie treningi, ale nadal oferuję całkiem sporo sesji superwizji i prowadzę kilka, może trzy lub cztery, indywidualne sesje tygodniowo na Zoomie.

To, co dzieje się z nami w łonie matki ma ogromny wpływ na resztę naszego życia. Czuję, że to tak ważny etap rozwoju, że wszyscy pracownicy służby zdrowia i terapeuci pracujący z ludźmi powinni mieć szersze zrozumienie tego tematu. Dlatego często udzielam takich wywiadów, nadal rozpowszechniając wiedzę o tym wczesnym okresie rozwoju.

Ma: Tak, i jestem ci za to bardzo wdzięczna. Widziałam niektóre z nich, jestem również w trakcie twojego kursu online dla terapeutów na temat pracy z traumą wczesnorozwojową. Tak jak mówisz, ten okres jest kluczowy. Twój kurs obejmuje ponad sto dwadzieścia godzin materiałów wideo, a dodatkowo jest w nim wiele innych treści i ćwiczeń, które uczestnicy powinni przejść. To naprawdę szeroki zakres i bogactwo informacji. Zobaczmy więc, o czym uda nam się wspomnieć w ciągu najbliższej godziny.

My: Ten kurs wideo powstał dzięki moim uczniom. Zawsze myślałam, że powinnam napisać książkę, aż kiedyś jedna z uczennic spytała: „Dlaczego nie nakręcisz filmu? Byłoby to o wiele bardziej dynamiczne”. Zaczęłam więc proces przekształcania mojego dwuletniego szkolenia w kurs online. To było naprawdę niesamowite. Kurs rozszedł się po całym świecie. Jest w języku angielskim, więc ludzie muszą mówić po angielsku, ale obecnie w Ekwadorze zebrała się grupa osób, które tłumaczą go na język hiszpański, aby zwiększyć jego dostępność. Jeśli ktoś będzie nim zainteresowany, może go znaleźć na mojej stronie internetowej myrnamartin.net.

Mimo, że nakręciłam go kilka lat temu, wszystkie zawarte w nim informacje są nadal aktualne. Niektóre statystyki, takie jak odsetek porodów przez cesarskie cięcie w twoim kraju, mogą być przestarzałe, ale wszystkie pozostałe informacje są całkowicie aktualne.

Ma: Wspomniałaś statystyki dotyczące porodów przez cesarskie cięcie. Jest tak wiele wątków, które mogłybyśmy poruszyć. Ten, o którym konkretnie myślałam, planując poproszenie cię o spędzenie z nami dzisiaj trochę czasu, to praca, którą wykonujesz z niemowlętami i ich rodzinami dookoła traumatycznego porodu.

Myślę, że to ważne z wielu powodów, jednak jednym z głównych jest to, że jako osoba dorosła z historią traumy w okresie płodowym i w trakcie porodu spędziłam już lata pracując nad uzdrowieniem tych doświadczeń i ich wpływu na moje życie. I prawdopodobnie zajmie mi to jeszcze kilka lat, podobnie jak przejście w kierunku bezpiecznego somatycznego systemu przywiązania. Kiedy jednak sięgniemy po tę pracę z niemowlętami lub młodymi dziećmi, możemy uleczyć pewne warstwy tych doświadczeń w ciągu kilku tygodni lub kilku miesięcy. I gdy myślę o pozytywnym wpływie, jaki to może mieć na trajektorię życia tego malucha oraz całej jego rodziny, podobnie jak na doświadczenie rodzicielstwa dla jego rodziców lub opiekunów, uważam, że jest to fascynujący temat i niezwykle ważne jest, by o tym mówić.

Są bowiem terapeuci, do których możemy się zwrócić jako rodzice małych dzieci i uniknąć tak wielu rzeczy, które mogą się wydarzyć naszym pociechom, nam samym i naszym rodzinom, jeśli nie sięgniemy po wsparcie na tym etapie. Czy mogłabyś opowiedzieć o tym trochę więcej?

My: Ważne jest, by powiedzieć, że to, co zdarza się nam przed poczęciem, przed urodzeniem, w trakcie porodu i szczególnie w pierwszym roku życia, ustanawia w nas szablon, który stanowi podstawę naszego zdrowia fizycznego, emocjonalnego i psychicznego. Naukowa nazwa tego zjawiska to przywiązanie. Jest to proces budowania relacji, który powtarza się w naszych wszystkich późniejszych relacjach, w tym z samym sobą. Jest to więc bardzo biologiczny system komunikacji, zarówno na poziomie genetycznym, jak i na poziomie epigenetycznym. Innymi słowy, na poziomie interakcji naszego środowiska z nami.

I to właśnie on wylewa fundamenty pod, jak już wspomniałam, nasze relacje z samymi sobą i z innymi ludźmi, oraz pod to, jak radzimy sobie ze stresem, pod nasze procesy fizjologiczne,  funkcjonowanie naszego układu odpornościowego, zdrowie sercowo-naczyniowe, regulację poziomu glukozy czy zdrowie układu neuroendokrynnego. Obecnie wiemy, że około 50% chorób przewlekłych, na które możemy zachorować w średnim wieku, w wieku 50, 60 czy 70 lat, ma swoją etiologię, czyli swoje korzenie, w tych najwcześniejszych doświadczeniach.

Rodzinom, z którymi pracowałam zawsze mówiłam, że prawdziwe spotkanie się z tym, co się wydarzyło i terapia w młodym wieku może całkowicie odmienić trajektorię życia tej małej istoty. Możemy uleczyć traumy wszystkich trudnych porodów. I, jak powiedziałaś, Magdo, o wiele łatwiej jest zmienić te struktury emocjonalne i mentalne, kiedy dziecko jest małe.

Czasami jedną z najważniejszych rzeczy jest kontakt skóry ze skórą. Myślę teraz o małym chłopcu, z którym kiedyś pracowałam. Urodził się bardzo przedwcześnie i spędził dużo czasu w inkubatorze. Miał kilka wylewów krwi do mózgu, co najmniej dwa były dobrze udokumentowane na zdjęciu rentgenowskim. Kiedy rodzice w końcu mogli zabrać go ze szpitala do domu, powiedziano im, że prawdopodobnie nigdy nie będzie chodzić ani mówić, ponieważ jego mózg był tak poważnie uszkodzony. Jego matka stwierdziła, że nie zamierza w to uwierzyć i intuicyjnie nosiła go na ciele, skóra przy skórze, przez pierwszy rok jego życia. Kiedy go poznałam, miał dwa lata i zdecydowanie chodził, zaczynał też mówić. Dzięki odżywczej mocy kontaktu skóry ze skórą, mógł przeprogramować swój rozwój embrionalny, a także późniejszy, i wykształcił stosunkowo zdrowy mózg w tym pierwszym roku życia. Kiedy mama zabierała go do szpitala na oddział intensywnej terapii noworodków, pediatrzy naprawdę nie mogli uwierzyć w to, co zadziewało się z jego mózgiem, mimo że widzieli to na zdjęciu rentgenowskim. 

Jedną z podstawowych rzeczy, gdy mamy do czynienia z bardzo trudnym porodem lub czymś podobnym, np. wcześniactwem, jest więc skóra przy skórze. Dodatkowo, jeśli to możliwe, pozwolenie na odegranie przez noworodka sekwencji samo-przywiązania. Kładziemy dziecko na brzuchu matki i tylko podtrzymujemy dłonią jego stopy, a po chwili zacznie się czołgać w górę ciała matki, by znaleźć sutek i zacząć ssać. Te procesy zadziewające się w trakcie kontaktu skóry ze skórą i sekwencji samo-przywiązania mogą dogłębnie pomóc maluchowi uleczyć to, co się wydarzyło wcześniej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każda matka może być w domu ze swoim dzieckiem przez sześć miesięcy czy przez rok, wyłącznie karmiąc je piersią. Jednak każda godzina kontaktu skóry ze skórą, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie karmić piersią i nie mamy możliwości bycia z maluchem przez całą dobę w pierwszym roku życia, jest na wagę złota. Trzymanie dziecka przez matkę, a także partnera matki, ma ogromną moc uzdrawiania. To są dwie proste rzeczy, które nie wymagają profesjonalisty i nic nie kosztują. Czas i uwaga w tym początkowym okresie są kluczowe w procesie uzdrawiania. Oczywiście, jeśli jest jakiś profesjonalista, który ma doświadczenie w pracy przedporodowej i okołoporodowej, może to być bardzo pomocne.

Inną rzeczą, którą zawsze robię z rodziną – dzieckiem, mamą i partnerem, jeśli jest –  to opowiedzenie przez mamę historii porodu, gdy trzyma dziecko. Idealnie partner też jest blisko. Często kładę dłoń na plecach matki, a drugą na plecach dziecka. Nawet ciało dziecka, które nie było w stanie się wcześniej uspokoić, trzymane w tym polu serca mojego, mamy i partnera, gdy opowiada się historię narodzin, często po raz pierwszy się faktycznie rozluźnia i czasami po raz pierwszy doświadcza ono karmienia piersią w spokojnej atmosferze. Uznanie i nazwanie prawdy o tym, co stało się zarówno dla dziecka, jak i dla matki jest bardzo potężnym procesem.

Lubię też mieć sesję z partnerem, ponieważ często uwaga skupia się wyłącznie na matce i dziecku. Jeśli poród był trudny, wystąpiły komplikacje w trakcie ciąży lub poczęcie nie było mile widziane – poczęcie co najmniej 50% niemowląt jest dla rodziców niespodzianką, a nie prawdziwie świadomym procesem – ważne jest, by również partner został uznany i miał okazję nazwać to, przez co przeszedł, aby wyczyścić pole rodzinne i pomóc wszystkim na głębsze osadzenie. Pole miłości, to pole relaksu płynące z pola naszego serca, jest tym, co tak bardzo pomaga dziecku uzdrowić trudny poród w trakcie kontaktu skóry ze skórą.

Ma: Słuchając cię, widzę dwa elementy, na których chciałabym się skupić.

Po pierwsze, wspomniałaś, że zdajesz sobie sprawę, że mimo iż idealnie byłoby, gdyby diada matka-dziecko była w stanie być razem dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu przynajmniej przez pierwszy rok życia dziecka, z wielu powodów, również ze względu na sposób, w jaki funkcjonuje współczesny zachodni świat, dla wielu kobiet jest to po prostu niemożliwe.

My: Zgadza się.

Ma: Co trochę wspominasz również ,,trudny poród”. W dzisiejszej praktyce lekarskiej trauma porodowa jest znormalizowana.

My: Dokładnie tak.

Ma: Znormalizowane jest to, że kobiety nie przebywają ze swoimi dziećmi, że dzieci trafiają do żłobków w wieku trzech miesięcy i wszystkie inne rzeczy, które systemowo uznaliśmy za normalne, a które w rzeczywistości są bardzo, bardzo szkodliwe dla zdrowia i dobrego samopoczucia małych dzieci i ich rodzin. Dzieje się to do tego stopnia, że większość osób niebędących terapeutami interesującymi się psychologią przedporodową i okołoporodową, nie będzie nawet mieć pojęcia o tym, jak wygląda zdrowy poród, a jak traumatyczny. Podobnie jak w przypadku zachowania dzieci, znormalizowaliśmy bardzo wiele objawów traumy w zachowaniu niemowląt, stwierdzając: „Ach, dzieci po prostu tak mają.” Uznajemy za normalne np. to, że dzieci dużo płaczą czy nie przesypiają nocy. 

Pomyślałam więc, że bardzo pomocne mogłoby być zdefiniowanie tego, co ty rozumiesz przez trudny lub traumatyczny poród, a także jakie są oznaki, że niemowlę czy dziecko na późniejszych etapach rozwoju w rzeczywistości nadal znajduje się w stanie traumy porodowej lub prenatalnej.

My: Cóż, optymalny poród to poród naturalny, bez jakiegokolwiek znieczulenia czy innych środków chemicznych. Matka jest bardzo dobrze wspierana i jest w stanie urodzić dziecko przez kanał rodny. Jest cicho. Często jest ciemno, dokładnie jak u innych ssaków, np. gdy kocica znajduje ciche, ciemne miejsce do rodzenia. A kiedy dziecko się pojawi, kładziemy je na brzuchu matki, bezpośrednio na jej skórze, i następuje okres odpoczynku. Następnie dziecko, podobnie jak młode wszystkich innych ssaków, naturalnie znajdzie swoje nogi i wczołga się po ciele matki. Wyrażając pierwotny odruch szukania, znajdzie sutek i rozpocznie karmienie. To opis bardzo optymalnego naturalnego porodu, którego w krajach zachodnich ma okazję doświadczyć bardzo niewiele dzieci. Wszystko, co zadziewa się inaczej, ma negatywny wpływ na dziecko.

W przypadku znieczulenia zewnątrzoponowego, również dziecko otrzyma co najmniej niewielką ilość tego leku. Jeśli przyjmiemy opioidy lub inne środki przeciwbólowe, będzie to miało wpływ na to, czy dojdzie np. do odciągania próżniowego lub użycia kleszczy, co w niektórych miejscach na świecie obecnie powraca. Wszystkie tego rodzaju środki chemiczne lub interwencje chirurgiczne mają znaczący wpływ na dziecko.

Weźmy na przykład cesarskie cięcie. Dziecko nie przechodzi tej inicjacji, która jest w nim biologicznie zaprogramowana, aby naciskać i odpychać się stopami, robiąc to przez godzinę. Zamiast tego w jednym momencie jest w łonie matki, a w następnym nagle jest już poza łonem. Kiedy dzieci pojawiają się w ten sposób, widać ich szok. W szpitalu niedaleko mojego domu dzieci nie są już zabierane, umieszcza się je na klatce piersiowej matki i daje im czas potrzebny na wykonanie sekwencji samo-przywiązania, którą naturalnie by wykonali. Maluchy mogą odpocząć i udać się do sali pooperacyjnej wraz z matką, już się ich nie rozdziela. A więc są rzeczy, które możemy zrobić, nawet jeśli niektóre z tych interwencji są naprawdę konieczne. I to chcę też podkreślić. Prawdopodobnie niektóre słuchające nas kobiety myślą: ,,Och, to spotkało moje dziecko i mnie”. Wszystkie te interwencje, podobnie jak wcześniactwo, gdy dziecko musi być na oddziale intensywnej terapii noworodków dla własnego dobra, można uzdrowić.

Prawdziwe uleczenie tych doświadczeń wymaga jednak kontaktu, tej bliskości między matką, partnerem i dzieckiem. Nawet jeśli dziecko po urodzeniu musi iść na oddział intensywnej terapii noworodków, obecnie na większości z nich pozwala się rodzicom włożyć umyte ręce do izolatki, nawet jeśli nie jest dozwolony kontakt skóry ze skórą. Można trzymać jedną dłoń tuż przy głowie dziecka, a drugą przy jego stopach, dzięki czemu będzie ono nadal trzymane w tym polu serca matki, czując jej obecność, a także obecność jej partnera. Ponownie, to niektóre z prostych rzeczy, które mogą pomóc.

Każda interwencja w poród zostawia ślad. Na przykład, dzieci urodzone przez cesarskie cięcie mają zazwyczaj trudności z momentami przejściowymi w życiu. Często reagują na nie bardzo gwałtownie lub z oporem: „Nie, nie założę butów!”, „Nie, muszę to skończyć!”. Zmiany są dla nich odpalające.

Mogę powiedzieć, że gdy dochodzi do interwencji w trakcie porodu, przerywa to i zaburza naturalną sekwencję, na którą jesteśmy biologicznie zakodowani. Dziecko ma intencję gotowości na poród:„Jestem gotowa się urodzić”, i przygotowuje się do niego. To dziecko uwalnia hormony, które wywołują w ciele matki początek akcji porodowej. Jest więc okres przygotowania. Ciało dziecka wie, jak zacząć wchodzić w kanał rodny, wie o skurczach. Są one działaniem przygotowującym dziecko do życia poza macicą. Naprawdę ważne jest też to, żeby dziecko mogło wypchnąć się do wyjścia. Skurcze macicy matki nie są jedynym, co powoduje przesuwania dziecka w dół. Dziecko porusza się, zmienia pozycję, obraca się, naciska swoimi nogami, aby móc się wyłonić. To działania prowadzące do konkretnego rezultatu. A gdy następnie dziecko doświadczy doczołgania się do piersi na karmienie i odpoczynku na skórze matki, pozwoli mu to na integrację. Sekwencję naszego porodu powtarzamy nieustannie przez całe nasze życie.

Niektórym osobom bardzo trudno jest sformułować intencję, lub mogą mieć silną intencję, ale gubią się w fazie przygotowawczej. Tak może być na przykład z dziećmi i dorosłymi urodzonymi przez cesarskie cięcie. Mój mąż urodził się przez zaplanowane cesarskie cięcie, dawno, dawno temu i dużo pracował, żeby nauczyć się dobrze przygotowywać do swoich rzeczy. Zawsze przechodził od zamiaru bezpośrednio do działania. Wiele osób nigdy nie daje sobie czasu na integrację dużych zmian czy podjęcia ważnych decyzji w swoim życiu. Może założą własną firmę, albo podejmą jakikolwiek inny duży krok, i natychmiast przejdą do następnego działania, zanim naprawdę zintegrują to, co właśnie zrobili. Tak więc ta sekwencja porodu ma wpływ na całe nasze życie. A jeśli w tej sekwencji dojdzie do przerwania, będzie się to przejawiać na różne sposoby przez całe nasze dorosłe życie.

Ma: Tak, zdecydowanie to rozumiem. Sama urodziłam się z indukcją porodu. Moim wzorcem było po prostu wpadnięcie na pomysł i rozpoczęcie naprawdę dużego projektu, przeprowadzenie go bardzo szybko i intensywnie, z wielką „ekscytacją”, a niedługo potem załamanie się, wypalenie i depresja, i potem ponowne zbieranie sił. A gdy tylko nieco ich nabrałam, sytuacja się powtarzała. Teraz, kiedy już wiem, jaki jest wpływ indukcji na poczucie tempa urodzonych przez nią ludzi, myślę sobie: „Tak, to ma sens”. Tak naprawdę dopiero teraz, po latach różnych terapii i pracy somatycznej, dzięki skupieniu na okresie przed- i okołoporodowym, zaczynam rozumieć: „Och, mam moje własne tempo działania”. Mogę robić rzeczy powoli. Mogę wybrać stabilność i odpoczynek zamiast „ekscytacji”, czyli tak naprawdę adrenaliny i całego napięcia związanego z podjęciem trudnego wyzwania. Jest w tym tak wiele elementów.

My: Tak. Jeśli o mnie chodzi, nigdy nie pozwalałam sobie na czas na integrację. To był dla mnie duży proces nauki. Miałam to szczęście, że urodziłam się w domu mojej babci, w trakcie ogromnej burzy śnieżnej w połowie stycznia. W przeciwnym razie urodziłabym się w szpitalu i miałabym, tak jak mój starszy brat i młodsza siostra w tamtych czasach, podanych wiele środków chemicznych i poród kleszczowy. Ale tak się złożyło, że moja matka zaczęła rodzić w samym środku tej wielkiej zamieci i transport do szpitala nie był możliwy, więc urodziłam się w domu. Ale potem, kiedy już się urodziłam, doszło do przerwania w tym okresie integracji porodu. Sytuacja ta wywołała pewną panikę, ponieważ nie tego się spodziewano. Zabrano mnie od mamy, a ją przewieziono do szpitala. Nigdy nie doświadczyłam czasu integracji w tej prawidłowej sekwencji. I potem zawsze kończyłam jedną rzecz i od razu zabierałam się za kolejną. Przez lata nauczyłam się naprawdę zwalniać pod koniec moich działań, oceniać to, co właśnie zrobiłam i trochę odpoczywać.

Chcę uściślić, że uzdrawianie nie oznacza, że nic już nie osiągamy i zamieniamy się w ślimaki (śmiech). Wciąż jest wiele ekscytacji i działania, ale w tempie, w którym możemy świadomie zintegrować to, co się dzieje.

Ma: Tak. I, przynajmniej dla mnie, ekscytacja ma teraz zupełnie inną jakość. Gdy jest zdrowa, odczuwam ją tak naprawdę jako witalność, podczas gdy wcześniej było dużo napięcia i adrenaliny. Koktajl hormonów stresu, który interpretowałam jako ekscytację.

My: I to prowadzi nas do pytania o to, co jeszcze możemy zrobić jako dorośli. Jedną z najważniejszych rzeczy, które możemy zrobić, nawet jeśli nie mamy dostępu do terapeuty pre- i perinatalnego, jest praca nad regulacją naszego autonomicznego układu nerwowego, jakaś forma praktyki uważności czy medytacji. Ważne jest, żebyśmy zgromadzili narzędzia, dzięki którym możemy rozpoznać, gdy jesteśmy w aktywacji i uspokoić nasz autonomiczny układ nerwowy. Jednym z najprostszych sposobów jest tzw. spójne oddychanie. Zawsze uczyłam ludzi HeartMath (z ang. matematyka serca) i oddychania HeartMath, czyli po prostu powolnego wdechu przez pięć sekund i powolnego wydechu przez pięć sekund, co naprawdę uspakaja nasz układ nerwowy. Zauważyłam ostatnio, że spójne oddychanie jest wszędzie w internecie i na YouTube, wiele różnych osób chce go nauczać.

Większa świadomość ciała to klucz do prawdziwego uspokojenia się i połączenia się z naszym systemem biologicznym w zdrowy sposób. To połączenie zostaje zaburzone, gdy doświadczamy całego tego rozregulowania prenatalnego i porodowego za sprawą różnego rodzaju interwencji i traumatycznych doświadczeń.

Musimy też uznać to, co nas spotkało. Kiedy sama po raz pierwszy zaczęłam dowiadywać się o moich narodzinach, moja mama najpierw mówiła: „Och, nie pamiętam szczegółów”. Było prawie tak, jakby czuła, że moje pytania i chęć poznania wszystkich szczegółów sugerowały, że zrobiła coś złego i robiła się defensywna w tym temacie. Zajęło mi chyba pięć lat, by w bardzo delikatny sposób wypytać ją o wszystko, co wiedziała. Często też, zwłaszcza jeśli naszej matce podano jakieś środki, leki w stylu petydyny czy czegoś w tym rodzaju, naprawdę nie będzie ona pamiętać wszystkich szczegółów. A uznanie tego, co naprawdę się nam wydarzyło i proces uznania tego skutków jest ważnym krokiem.

Następną rzeczą, która moim zdaniem jest naprawdę ważna, jest posiadanie kręgu wsparcia. Może to być grupa mam z innymi matkami, które mają małe dzieci lub niemowlęta, może to być krąg znajomych. Może to być nasz partner czy inni ludzie, którym ufamy, którzy w trafny sposób będą w stanie odzwierciedlić nasze uczucia. Nic więcej nie potrzeba. I, tak naprawdę, to samo robimy z niemowlętami. Kiedy dziecko płacze, kiedy je podnosimy, mówimy do niego w sposób empatyczny: ,,Och, naprawdę jest ci ciężko, prawda?” lub w inny sposób dokładnie odzwierciedlamy to, przez co przechodzi.

Zapytałaś mnie trochę wcześniej, w jaki sposób niemowlęta pokazują oznaki traumy. Często widzę dzieci, które nie potrafią się fizycznie dopasować, oddając ciężar swojego ciała matce. Są sztywniejsze. To ważna oznaka, że doświadczają traumy wczesnorozwojowej. Często widzimy dzieci, które naprawdę dużo płaczą i nie mogą się uspokoić, to wyraźny znak traumy wczesnorozwojowej. Podobnie jak zdenerwowane dzieci, które wyginają plecy i odpychają się. Trzeba im powiedzieć: „Och, jesteś naprawdę zła, prawda? Nie podobało ci się to, co się stało.” Będą bardzo wymowne w tej kwestii. A jako matka możesz nie mieć pojęcia, z jakiego powodu są złe, ponieważ nie jest to związane z niczym konkretnym. Jeśli dziecko nie nawiązuje kontaktu wzrokowego, to znak, że musiało się wycofać, odciąć od czegoś. Jeśli ich ciało nie jest zbalansowane, jeśli zawsze się odwracają w jedną stronę lub mają określony wzorzec fizjologiczny, np. jedno ramię jest uniesione i wysunięte do przodu, może to być spowodowane traumą porodową. Ja tak miałam.

Jako czterdziestolatka musiałam pracować nad tym wielokrotnie. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale był to uraz z momentu poczęcia. Mój ojciec był rolnikiem i muzykiem. Dzięki regresji dowiedziałam się, że zostałam poczęta nieoczekiwanie. Moja mama karmiła piersią mojego starszego brata i nie miała miesiączki, nie sądziła więc, że może zajść w ciążę, a tak się stało. Kiedy mnie poczęła, mój ojciec pił. Tej nocy grał muzykę, tańczył i pił alkohol. Kiedy przechodziłam regresję, poczułam brak jego obecności i czułam to po mojej prawej stronie. Niektórym ta historia może wydawać się zmyślona, ale było to bardzo realne doświadczenie podczas tej sesji. Mimo że moja mama miała idealną, przestronną miednicę, przez którą mogłam przejść, kiedy zaczęłam się rodzić, uniosłam to ramię i pociągnęłam je do przodu, wchodząc do miednicy pod dziwnym kątem i utykając tam na jakiś czas, aż w końcu się obróciłam. Jak przełożyło się to na moje życie? Kiedykolwiek byłam pod wpływem stresu, zawsze napinałam to prawe ramię. I, w końcu, w trakcie sesji regresji do porodu udało mi się połączyć te zdarzenia i uwolnić to ramię. Pamiętam, że miałam później ustawiony alarm. na co pół godziny, żeby sprawdzać, czy podnoszę to ramię do góry i do przodu. Musiałam przeprogramować mój układ nerwowo-mięśniowy, ponieważ nawyk ten nie zmienił się sam z siebie. Musiałam przeprogramować mój system, by trzymał ramię opuszczone i cofnięte. Udało mi się zmienić ten schemat w moim ciele i już nie borykałam się ze sztywnością i bólem z prawej strony szyi, pleców i barku, które kiedyś powracały wielokrotnie, zawsze, gdy odczuwałam najmniejszy stres. To jest więc fizyczny sposób, w jaki rzeczy mogą się manifestować. 

Ważny jest więc ten krąg wsparcia, a także zauważanie w strukturze dziecka, i w naszej własnej strukturze, co jest nawykowym wzorcem. Często małe dzieci zawsze będą upadać i ranić tę samą część ciała. To prawdopodobnie wynika z pozycji, w której byli podczas porodu, ponieważ duchowe, psychologiczne i emocjonalne wydarzenia związane z poczęciem i okresem prenatalnym są niejako wdrukowywane do ciała podczas porodu, a potem przechowywane w naszej strukturze. Jedną z rzeczy, które możemy zrobić jako dorośli, jest rozpoznawanie tych somatycznych sygnałów, eksplorowanie ich oraz wprowadzanie zmian. Będziemy wykonywać powtarzalne ruchy lub w powtarzalny sposób trzymać nasze ciało. To niektóre z rzeczy, które możemy zrobić samodzielnie, uznając, że wzorce te naprawdę pochodzą z tak odległej przeszłości i naszej historii.

I, oczywiście, osiągnięcie zdrowego stylu życia, naprawdę dbanie o siebie najlepiej jak to możliwe. Wszyscy wiemy, jak wiele stresu jest obecnie w naszym świecie. Nie musimy nawet tego tutaj nazywać, wszyscy jesteśmy tego świadomi. Tak wiele rodzin jest pod ogromną presją, by choćby być w stanie pozwolić sobie na naprawdę dobre jedzenie, wystarczającą ilość ruchu i dobre zadbanie o siebie i swoje dzieci. Dla bardzo, bardzo wielu rodzin trudne jest zdobycie zasobów, aby móc tak żyć. Wypracowanie jak najzdrowszego stylu życia, który dla nas działa, jest jednym z elementów pozwalających nam na rozwiązanie naszych wyzwań.

A najważniejsze w tym wszystkim są relacje pełne miłości. Być może nie będziemy mieć wszystkiego, czego pragniemy, ale bardzo ważne jest, żebyśmy byli w stanie stworzyć kontener miłości i troski w naszej najbliższej rodzinie, naszej dalszej rodzinie i naszej społeczności. Tak samo jak niemowlę, potrzebujemy być w polu serca, pełnym miłości i troski. To naprawdę najważniejsza rzecz. Oczywiście potrzebujemy też odpowiedniego pożywienia, jednak to ten krąg miłości i wsparcia jest prawdopodobnie najważniejszy.

Ma: Co, przynajmniej z mojego doświadczenia, jest również jedną z najtrudniejszych rzeczy do osiągnięcia ze względu na nasze wczesne doświadczenia i nasz system przywiązania, które wyznaczają, do kogo i do czego nas ciągnie.

My: Dokładnie. Dlatego potrzebujemy zacząć nazywać prawdę o tym, co nas spotkało. W pewien sposób, gdy dorastaliśmy w domu, w którym doświadczaliśmy oczywistej przemocy lub zaniedbania, łatwiej jest nam to uznać. Ale jeśli dorastaliśmy w domu, w którym nasze potrzeby nie były spełniane w bardziej subtelny sposób, np. nie byliśmy adekwatnie przyjmowani lub odzwierciedlani, ponieważ nasi rodzice byli zawsze rozkojarzeni i zajęci; lub jeśli mogliśmy wyrażać tylko niektóre uczucia, a gdy się gniewaliśmy, odsyłano nas do naszego pokoju lub szafy i słyszeliśmy, że mamy wrócić, gdy już nie będziemy źli czy smutni, będąc w stanie znowu  „porządnie” się zachowywać; nie bito nas, ale byliśmy wykluczani – te wzorce są pod pewnymi względami trudniejsze do przepracowania i prawdziwego zrozumienia, że nie pozwalano nam być sobą i wyrażać naszych emocji. W efekcie nigdy nie nauczyliśmy się, jak to robić w sposób, który był szczery, a jednocześnie nie polegał na unikaniu czy atakowaniu innych ludzi. Bez zawstydzania czy obwiniania, biorąc za siebie odpowiedzialność i będąc zdolnym wyrażać nasze uczucia w zdrowy sposób. To są skutki tamtego okresu, które są trudne do przerobienia i utrudniają rozwój naprawdę zdrowych, pełnych miłości relacji.

A teraz naprawdę wszyscy jesteśmy w tym razem, ponieważ zdolność do budowania społeczności, biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną i ekologiczną będzie miała absolutnie kluczowe znaczenie. W wielu naszych krajach nastąpiło załamanie w strukturze społeczności, prowadząc do głębokich podziałów, a to, czego potrzebujemy, to właśnie budowa silniejszych społeczności.

Ma: W moim rozumieniu, wykonywanie pracy przedporodowej i okołoporodowej oraz somatycznej regulacji układu nerwowego, jest dokładnie tym, co umożliwi nam odbudowę naszych społeczności i ponowne utkanie wszystkich tych sieci relacyjnych, których – ponownie, często z powodu naszych najwcześniejszych doświadczeń – nie jesteśmy w stanie odtworzyć, nawet jeśli naprawdę tego chcemy i wkładamy w to wiele wysiłku. Może być nam naprawdę trudno poczuć prawdziwą więź i przynależność, a także bezpieczeństwo w kontakcie z innymi ludźmi. 

My: Zdecydowanie. Dlatego jeśli istnieje jakakolwiek możliwość, aby skorzystać z terapii indywidualnej lub grupowej, co często jest bardziej dostępne, to wspaniale. Dlatego właśnie przeprowadziłam setki pięciodniowych grup z ludźmi, pracując z tymi tematami, ponieważ te rany i wzorce, które wypracowaliśmy pojawiły się w kontekście rodziny. Ważne procesy uzdrawiania często zachodzą w kontekście grupy pięciu, sześciu lub siedmiu osób, ponieważ to pole energetyczne przypominające rodzinę. Potrzebujemy tego kręgu wsparcia, aby zmienić bardzo wczesne wzorce w sposób, który pomaga nam nawiązywać głębsze relacje z innymi ludźmi.

Ma: Bardzo dziękuję za podzielenie się tym wszystkim i za podzielenie się swoim czasem ze mną i z nami dzisiaj. Czy jest coś jeszcze, czym chciałabyś się podzielić i co uważasz za ważne, zanim zakończymy rozmowę?

My: Cóż, rozmowa na te tematy była prawdziwą przyjemnością.

Zachęcam tych z was, którzy mają malutkie dzieci, aby naprawdę zauważać i zwracać uwagę na to, co one robią i zachęcam, by trzymać je blisko siebie. Gdy są młodziutkie, każdego dnia trzymajcie je przy ciele tak długo, jak to tylko możliwe. I wiedzcie, że nawet jeśli wy, jako osoby dorosłe, lub wasze dzieci, doświadczyliście wielu interwencji podczas porodu i mieliście bardzo trudny początek, możliwe jest uleczenie i dojście w pełni do swojego autentycznego ja. Wiem o tym, ponieważ doświadczyłam tego u siebie i widziałam to u setek innych osób. Naprawdę zachęcam więc do pracy z tymi wyzwaniami i uwolnienia się od nich, aby być sobą. Świat cię potrzebuje.

Ma: Myślę, że to wspaniałe miejsce, by zakończyć. Bardzo dziękuję, Myrno.

My: Błogosławieństwa dla was wszystkich.

data nagrania wywiadu: 18.01.2026


Wszystkie linki w jednym miejscu

Strona Myrny Martin

Kurs Myrny: Healing Early Developmental Trauma Video Series

Somatyczna grupa online

Wskakuj na newsletter, żeby nie przegapić kolejnych artykułów:

* Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci informacji o nowych tekstach, projektach, produktach i usługach. Zgodę możesz wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w polityce prywatności.

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+