Szukając wczoraj organizacji lub ruchu, na rzecz którego mogłabym przelać 20% zysku ze sprzedanych dotychczas egzemplarzy „Świata naszych marzeń”, przypomniałam sobie o zbiórce pieniędzy na rzecz Nacji Navajo i Hopi w kontekście przeciwdziałania skutkom pandemii koronawirusa, którą widziałam tydzień czy dwa wcześniej. Weszłam na jej stronę i po chwili siedziałam ze łzami w oczach, czując jak wibruje mi całe ciało.

Na stronie Navajo & Hopi Families COVID-19 Relief Fund na portalu GoFundMe, zamiast spodziewanych kilkuset tysięcy dolarów, zobaczyłam dobrze ponad dwa miliony. Zaciekawiona przeszłam do wiadomości od organizatorów i po chwili wszystko było jasne: od kilku dni spływa fala irlandzkich wpłat w geście solidarności i w podziękowaniu za pomoc rdzennej nacji Choctaw sprzed ponad 150 lat.

W okresie 1845-1849 Irlandczyków dotknęła tragiczna i traumatyczna w skutkach klęska zarazy ziemniaka, która w połączeniu z bezlitosną polityką Wielkiej Brytanii – okupanta i kolonizatora Irlandii – doprowadziła do spadku populacji o około 20%. Ponad milion osób straciło życie, a drugie tyle wyemigrowało, głównie do Stanów Zjednoczonych.

W 1847 roku, pomimo ogromnej biedy oraz żywej jeszcze traumy i tragedii przymusowych wysiedleń rdzennych społeczności i ich marszu na zachód kontynentu, nazywanym The Trail of tears (Szlakiem łez), rdzenna nacja Choctaw zebrała sto siedemdziesiąt ówczesnych dolarów i przekazała je na pomoc umierającym z głodu Irlandczykom. Sto siedemdziesiąt trzy lata później, ich potomkowie odwdzięczają się masowymi wpłatami na pomoc dwóm innym nacjom, Navajo i Hopi, które zostały najbardziej dotknięte przez koronawirusa.

Podobnie jak w przypadku irlandzkiej zarazy ziemniaka, która nie miałaby tak tragicznych skutków, gdyby nie fakt, że tony produkowanego w tym czasie w Irlandii jedzenia wyjeżdżały żywić Anglików, tak i w przypadku nacji Navajo i Hopi skutki pandemii koronawirusa nie byłyby tak tragiczne, gdyby nie systemowy i instytucjonalny rasizm oraz brak pomocy ze strony rządu Stanów Zjednoczonych.

Na rozległym terenie zamieszkanym przez około 170 000 osób funkcjonuje trzynaście sklepów spożywczych i dostępnych jest sto siedemdziesiąt łóżek szpitalnych. Ponad jedna trzecia mieszkańców terytorium nie ma w domach dostępu do bieżącej wody, a wody gruntowe zanieczyszczone są z powodu kopalni uranu, pozyskiwanego tam niegdyś przez USA do budowy swojego arsenału nuklearnego.

Od marca zmarły już co najmniej 73 osoby, w tym wielu członków Starszyzny, którzy są prawdziwymi skarbnicami rdzennej wiedzy i mądrości. Do warstwy czysto ludzkiej i osobistej tragedii śmierci bliskich osób dochodzi więc tragedia utraty źródeł języka, tradycji i ceremonii dla całych społeczności. Szczególnie dotkliwa w czasie, gdy zachowało się ich tak niewiele, a w końcu można z dumą i otwarcie do nich powracać.

Czasy wielkich kryzysów pozwalają z jednej strony porządnie naświetlić problemy, które do tej pory staraliśmy się zbywać, a z drugiej strony stwarzają okazję, byśmy powrócili do tego, co leży w naszej naturze: współpracy, solidarności i kreatywności. Czuję to dogłębnie, gdy ze łzami w oczach czytam kolejne komentarze tysięcy Irlandczyków, wpłacających darowizny na rzecz nacji Navajo i Hopi.

„Irlandia nie zapomniała”

„Odwdzięczam się ponad 150 lat później – Go Raibh Maith Agat (Dziękuję)”

„In onóir do thacaíochta le linn an Ghorta Mhóir (W hołdzie Waszemu wsparciu w trakcie Wielkiego Głodu)”

„W podziękowaniu za Waszą życzliwość”

„Irlandczycy nigdy nie zapomną, kto ich wspierał. Życzliwość i miłość, którą okazaliście naszym obywatelom w trakcie wielkiego głodu nie została nigdy zapomniana przez tych, którzy znają naszą historię.”

„W czasie prawdziwej potrzeby, pomoc potrafi nadejść z najmniej spodziewanych miejsc. Irlandia nie zapomniała Waszej pomocy i szczodrości. Dobra karma nie ma daty ważności!”

„Irlandia pamięta”

„Dla szczodrego narodu od wdzięcznego narodu”

„Czasem spłata długu zajmuje chwilę czasu, a Irlandia jest Waszą dłużniczką”

„Pomogliście nam 173 lata temu i kto wie, może żyję we współczesnej Irlandii tylko dzięki Waszej życzliwości i hojności. Niech Bóg ma w opiece nację Choctaw”

Sto siedemdziesiąt dolarów, zebranych w połowie XIX wieku przez członków nacji Choctaw, równe byłoby sumie około 5 000 współczesnych dolarów. W pierwsze dwie doby od kiedy irlandzka dziennikarka Naomi O’Leary opublikowała informację o zbiórce na swoim koncie na Twitterze, na jej konto wpłynęło ponad 500 000 dolarów, głównie z Irlandii. A wpłat ciągle przybywa – łącznie zgromadzono już prawie 3 000 000 dolarów, które przeznaczane są na zakup wody, środków czystości i jedzenia dla najbardziej zagrożonych i wykluczonych.

Taka jest właśnie moc daru prosto z serca, gestu solidarności, który nie oczekuje zwrotu czy splendoru, a jednak wnika w tkankę tak obdarowanych, jak i obdarowujących.

Podróżuje w czasoprzestrzeni, przez pokolenia karmiąc, ucząc i budząc w nas to, co najpiękniejsze. Najmniejszy nawet dar – dla siebie, innych czy planety – podarowany prosto z serca, z empatią i nadzieją, ma moc dogłębnej zmiany. 

Dokładnie to symbolizuje pomnik na zdjęciu tytułowym. Upamiętnia on bezinteresowną pomoc nacji Choctaw wobec Irlandczyków w trakcie Wielkiego Głodu z 1847 roku. Znajduje się w Midleton w południowej Irlandii i zatytułowany jest Kindred Spirits, Pokrewne Dusze. Jego autorem jest Alex Pentek, a instalacja odsłonięta została w 2017 roku. W trakcie ceremonii obecnych było kilkunastu reprezentantów nacji Choctaw, w tym jej Wódz, Gary Batton. W trakcie swojej wizyty w Irlandii powiedział:

“Wasza historia to nasza historia. Nie mieliśmy wtedy żadnego źródła dochodu, a wysłane Wam pieniądze zebrane zostały z naszych ostatnich oszczędności. Niedługo wcześniej doświadczyliśmy największej tragedii, jakiej mogliśmy doświadczyć, więc kiedy zobaczyliśmy, co dzieje się w Irlandii, poczuliśmy, że musimy jakoś pomóc.

Więź między naszymi narodami zacieśniała się przez lata. Czujemy, jakim błogosławieństwem jest okazja do dzielenia się naszymi kulturami i spotkania ze szlachetnymi ludźmi, którzy nadal oddają cześć darowi płynącemu prosto z serca.

Historia wsparcia Irlandczyków jest jedną z często przez nas powtarzanych w kontekście życia w zgodzie z naszymi wartościami i pamięci o tym, kim jesteśmy jako członkowie Choctaw. Jest częścią naszej historii i kultury. Opowieść ta nigdy nie zostanie zapomniana ponieważ jest przykładem tego, jak chcemy żyć.”

Mam tak samo.

Zdjęcie tytułowe: Ognyan Yosifov/Alamy
Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+