Kilka tygodni temu brałam udział w krakowskim Zlocie Latającej Szkoły. Zaproszenie do wystąpienia na Gali tego weekendowego wydarzenia było jednym z głównych impulsów, które sprawiły, że skróciłam swoją podróż po Azji i wróciłam do Polski dwa i pół miesiąca przed czasem. Dzisiaj chcę nawiązać do tego, co wydarzyło się w zlotową niedzielę, w dniu Kręgów Kobiet oraz Manifestu Osiędbania.

Termin ten, jako odpowiednik angielskiego self-care, popularyzuje Justyna Kokoszenko, twórczyni Blimsien. O ile dobrze pamiętam historię, którą Justyna dzieliła się na Zlocie, ukuty on został przez jedną z czytelniczek jej bloga. Jest na tyle ważny i chwytliwy, że stał się tematem przewodnim naszych zlotowych kobiecych kręgów. Prowadzące zadały nam kilka pytań, m.in.: „Czym jest dla Ciebie osiędbanie?”, „Co robisz na co dzień, żeby osiędbać?” oraz „Gdyby Twoim priorytetem w życiu było osiędbanie, czego robiłabyś więcej?”. Wnioski płynące z tego ćwiczenia były dla mnie tak zaskakujące, że cały czas gdzieś mi siedzą w głowie; na tyle interesujące, że chcę się nimi dzisiaj z Wami podzielić.

Po pierwsze, co kojarzy Ci się jako pierwsze, gdy słyszysz o dbaniu o siebie?

Wydaje mi się, że tzw. przemysł piękna tak bardzo zawładnął tą koncepcją, że bardzo wielu osobom dbanie o siebie natychmiast przywodzi na myśl drogie kosmetyki, masaże, wizyty u fryzjera i kosmetyczki, manicure, czy wysportowane i wydepilowane ciało. „Kobieta zadbana” zawsze automatycznie kojarzyła mi się z kobietą zadbaną zewnętrznie: z elegancją, nieskazitelnym makijażem, delikatną biżuterią, zadbaną fryzurą. Słowem, z wszystkim tym, z czym nie kojarzę siebie samej.

Co ciekawe, zapytana w trakcie kręgu o to, czym jest dla mnie #osiędbanie, poszłam w zupełnie innym kierunku. Oto moje odpowiedzi, w kolejności w jakiej się we mnie pojawiły:

Spokój

Dawanie sobie czasu

Zwalnianie

Bycie w naturze

Śmiech, taniec, muzyka

Nieużywanie szkodliwych dla nas substancji
(w kosmetykach, jedzeniu, używkach)

Dbanie o nasze relacje

Słuchanie serca

Szczerość przed sobą i przed innymi

Odwaga do bycia z tym, co jest

Nie trzymanie uraz

Robienie sztuki

Tworzenie dla tworzenia

Dbanie o innych

Wewnętrzne pozwolenie na pojawiające się w nas pragnienia

Nieocenianie siebie

Głębokie oddychanie

Ochrona środowiska

Odpuszczanie wewnętrznej presji i wyobrażonych powinności

magda bebenek zanzibar beach girl

Powyższa lista osiędbania zaskoczyła nawet mnie samą!

Tym bardziej, że przy drugim pytaniu („Co robisz, żeby osiędbać?”) przez chwilę miałam pustkę w głowie – czy nie to właśnie wypunktowałam przy pierwszym pytaniu? Po chwili namysłu wypisałam jeszcze przyjemności w stylu: masażu, sauny, podążania za marzeniami, czy czytania książek i jedzenia zupy pomidorowej mojej mamy, ale tak w sumie to niewiele więcej miałam do dodania. Było to dla mnie niesamowite odkrycie, ponieważ pokazało mi dwie rzeczy: jak kompletnie inna jest moja definicja dbania o siebie od tego, czego bym się na pierwszy rzut oka spodziewała; oraz to, jak bardzo jestem zadbana, wychodząc z mojej nowo odkrytej definicji tej koncepcji.

Było to całkowite objawienie, ponieważ ostatnie dwa lata życia jawią mi się w dość ponurych emocjonalnych barwach smutku, bólu, cierpienia, zagubienia, samotności, gniewu, irytacji, braku nadziei i bezcelowości. A jednak, gdyby się temu przyjrzeć, emocje te miały prawo ze mnie wyjść dlatego, że: zwolniłam i dałam sobie czas oraz pozwolenie na to, co się we mnie pojawiało (choć chwilami byłam sfrustrowana tym, jak długo to wszystko trwało); zamiast działać i pracować, siedziałam na działce i chodziłam na łąkę pleść wianki; starałam się dobrze jeść i odbudowywać nadwyrężone relacje; szukałam w sobie odwagi do przyglądania się mało przyjemnym aspektom mojej osobowości i mówienia o nich na głos, a także przepraszania tych, których skrzywdziłam; malowałam „nie umiejąc” malować, pisałam nic nie publikując, czytałam „nieambitne” książki; wolontariacko angażowałam się w to, co dla mnie ważne i korzystałam z każdej okazji, by znaleźć się w Puszczy Białowieskiej; przypomniałam sobie, by – tak po prostu – oddychać i się nie spinać.

Te dwa pytania pomogły mi sobie uzmysłowić, że pozwolenie sobie na to, by się kompletnie rozpaść, zagubić w gąszczu trudnych doświadczeń i emocji, nie pracować i nie angażować swojej energii w nic innego niż to, co w danym momencie dawało mi jakiekolwiek ukojenie, było cudownym wyrazem miłości własnej oraz osiędbania. Wow.

Podobnie jak wyrazem tej miłości i osiędbania było podjęcie bardzo trudnej decyzji o tym, żeby zostawić mojego chłopaka na Sri Lance, pożegnać się z polami ryżowymi i, praktycznie z dnia na dzień, wrócić do Polski. Do zimy, za którą tęskniłam, do śniegu, o którym marzyłam, do działania, którego pragnęłam. Do spotkań z kobietami znanymi i nieznanymi, do maszerowania z Civil March For Aleppo (który współorganizuję), do przyjaciół i rodziny.

Fot. Janusz Ratecki

Fot. Janusz Ratecki

Podobnie, jak już po powrocie do Polski, osiędbaniem była kolejna niełatwa decyzja o tym, żeby nie dołączać do Civil March For Aleppo na stałe, a zostać w Polsce, rozwijać swoje projekty i znowu zadbać o zapomniane w szaleństwie ostatniego miesiąca ciało.

Trzecie pytanie, „Gdyby osiędbanie było Twoim priorytetem, czego byś robiła więcej?” przyniosło kolejne zaskoczenie: poszłabym na terapię. Coś, co już od pewnego czasu plątało mi się w myślach, a co nadal ma piętno czegoś niewygodnego, niepożądanego, niechlubnego, okazało się być dla mnie jednym z najbardziej upragnionych sposobów na to, by lepiej osiędbać w 2017 roku.

Druga ważna odpowiedź, która się we mnie pojawiła, zaskoczyła mnie nie mniej niż pozostałe: potrzebuję więcej brokatu w życiu! Myśl ta przyszła, gdy wzięłam do rąk zlotowy zeszyt, rozdawany nam na początku kręgu, w złotej, lekko błyszczącej się oprawie. Tak mnie to odkrycie ucieszyło, że aż się wzruszyłam i lekko załzawiłam… Więcej brokatu, czyli więcej luzu, więcej tańca, więcej otaczania się pięknem, więcej zabawy z wyglądem, więcej zabawy w ogóle.

Lekkości, luzu i zabawy, których bardzo brakowało mi, gdy dochodziłam do ładu z nowym rozumieniem świata i mojego w nim miejsca, gdy brałam na swoje barki losy całego świata, gdy poddawałam się poczuciu presji czasu i wagi problemów, z którymi się mierzymy i będziemy mierzyć w przyszłości.

Moje wnioski z niedzielnego zlotowego kręgu:
by lepiej osiędbać w 2017 roku, zaczynam terapię i obsypuję moje życie brokatem.

A Ty?

Czym osiędbanie jest dla Ciebie?

Co robisz na co dzień, żeby osiędbać?

Gdyby Twoim priorytetem w życiu było osiędbanie, czego robiłabyś więcej?

Fot. Autor Nieznany

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+