Marzyliście kiedyś o tym, żeby Waszym domem był las? Żeby po przebudzeniu widzieć drzewa, a śniadanie jeść przy śpiewie ptaków? Nocą podziwiać gwiazdy, a o wschodzie słońca zwierzaki na pobliskiej łące? Spacerować, zbierać zioła, rozmawiać z sąsiadami? Robić kiszonki i piec własny chleb? Mieć czas, żeby żyć, czytać  i tworzyć?

Jeśli na którekolwiek z pytań odpowiedzieliście tak, to nasz (mój i Piotrka) nowy projekt, „Las w Nas„, powinien Wam się spodobać…

Już za kilka(naście) dni przenosimy się do Puszczy Knyszyńskiej, gdzie przez najbliższych siedem miesięcy będziemy mieszkać w małym, mobilnym domku w sercu lasu. Nie dość, że to, co opisałam we wstępie stanie się naszą codziennością, będziemy Wam o tym na bieżąco opowiadać!

Pisać teksty, wrzucać filmy na dwa kanały na Youtube (Piotrka i moim), publikować zdjęcia i prowadzić niecodziennego-codziennego vloga przez Instastories na Instagramie (robimy to już od od lutego). Część wiedzy, przemyśleń i doświadczeń, którymi chcemy się z Wami podzielić już zebraliśmy. Część będziemy odkrywać wspólnie i razem z Wami tworzyć społeczność ludzi, chcących większego kontaktu z naturą w codziennym życiu.

Dzisiaj chciałam Wam opisać proces narodzin projektu „Las w Nas”. Nie jest on chwilową zajawką, ani przypadkowym pomysłem na „coś” do zrobienia. Wypływa z lat doświadczeń, przemyśleń i marzeń obojga z nas. Wiem, że wiele z czytających mnie osób myśli o organizacji własnych projektów, często nie mając zupełnie pojęcia, jak się za to zabrać. Poniższy tekst nie jest co prawda przewodnikiem po organizacji własnego projektu, a jedynie dłuższym opisem tego, jak ewoluują pomysły i jak można wcielać je w życie. Mam jednak nadzieję, że okaże się przydatny dla tych, którzy planują realizację własnych projektów-marzeń.

No to od początku.

Jak „Las w Nas” zagościł w moim życiu?

Maj 2015

Właśnie wróciłam z Hawajów. Po raz pierwszy w życiu nie mogę się doczekać powrotu do kraju, w zadziwiający wręcz dla mnie sposób ciągnie mnie do Polski. Niedługo później ląduję u rodziców na działce. Przez wiele lat niedoceniana, zaczyna urastać do rangi swoistej oazy. Lasy, łąki, chodzenie boso po trawie i starorzecze Bugu przed domem. Nie wiadomo skąd, zaczynają do mnie przychodzić wizje zakupu ziemi i starej chaty. Nie gdzieś w tropikach czy na rajskich wyspach, a tu, w Polsce.

Jakkolwiek górnolotnie czy kiczowato to nie brzmi, doświadczenia hawajskie – w tym opowieści o przodkach i miłości do ziemi, która nas karmi i daje nam życie – pobudzają we mnie zew ziemi moich przodków. Zew miejsca, z którego pochodzę. Miejsca, które mnie wydało na świat, wspierało i pchało do przodu. Gdy zadaję sobie pytanie: Gdzie by ta ziemia i chata miały stać?, z ciekawością czuję: na wschód i na północ stąd. Najlepiej godzina lub dwie pociągiem od Warszawy, z drewna, w lesie. Po pewnym czasie w świadomości zapisuje mi się odpowiedź: Podlasie. Miejsce, którego nie znam i w którym nie bywałam, ale które bardzo wyraźnie mnie przyzywa.

Dzielę się tymi wizjami z moim chłopakiem, jednak on dopiero co zaczął z Polski wyjeżdżać i zdecydowanie nie w głowie mu tu wracać na dłużej, nie mówiąc już o planach zakupu ziemi w ojczyźnie. Odkładam marzenie na półkę.

Wrzesień 2015

Na moje 28. urodziny lecimy do Szkocji – miejsca, w którym nigdy wcześniej nie byłam, a za którymi tęskniłam (nie pytajcie mnie, w jaki sposób to możliwe – do tej pory nie wiem). W jednym z charity shops (coś à la lumpeks, prowadzony przez organizację charytatywną) wynajduję książkę pt. „Native Stranger”, czyli „Miejscowy Nieznajomy”. Historia Szkota, który rusza w podróż po swojej ojczyźnie, odkrywając ludzi, miejsca i zwyczaje, o których nie miał pojęcia.

O zwiedzaniu i poznawaniu Polski myślę już od dłuższego czasu – zaczyna mi przeszkadzać, że lepiej znam Belgię czy Indie, niż Polskę. W głowie rodzi mi się pomysł na podobną do książkowej wyprawę – po Polsce. Powolną, trochę stopem, trochę pociągiem czy autobusem, a najlepiej i rowerem; po wsiach i miasteczkach, by odkrywać różnorodność „mojego” kraju, o którym tak naprawdę nie mam pojęcia. Spędziwszy całe życie w Warszawie, znam wielkomiejskie życie. Nie znam Polski i Polaków.

Marzenie zapisuję w głowie i odkładam na półeczkę kiedyś.

Kwiecień 2017

Umawiam się na spotkanie z bratem znajomego, z którym współorganizowałam Civil March For Aleppo. Widzieliśmy się kilka miesięcy wcześniej w przelocie i okazało się, że jest profesjonalnym prelegentem, m.in. w szkołach i na festiwalach podróżniczych. A ja dokładnie to wymyśliłam sobie jako jedną z rzeczy, w które chcę teraz iść. Pytam go więc, czy zgodziłby się podzielić ze mną swoim doświadczeniem i podpowiedzieć, co i jak w prelegenckiej trawie piszczy.

Doświadczenia z wystąpieniami publicznymi i na przeróżnych konferencjach mam dużo, bo promując swoje książki „Polka potrafi” byłam zapraszana w dziesiątki miejsc, a moje pogawędki zawsze cieszyły się bardzo dobrym odbiorem. Ale mimo że od prawie siedmiu lat intensywnie podróżuję, praktycznie nigdy o tym nie opowiadałam. Oczywiście wspominałam o moich wyjazdach i o tym, czego mnie nauczyły w trakcie swoich Polkowych wystąpień, ale to tyle.

Nigdy nie byłam na żadnych festiwalach podróżniczych, nawet jako uczestnik. Nie znam polskiej blogosfery podróżniczej, ani nie jestem w niej znana, bo poza anglojęzycznym blogiem, który założyłam na Blogspocie przed przeprowadzką do Indii w 2010 roku, nigdzie swoich podróżniczych przygód nie opisywałam (czego teraz chwilami żałuję).

Z planowanego godzinnego spotkania robi się pięć godzin rozmów o wszystkim: od podróży, przez Puszczę Białowieską, po stan naszego świata i co z tym wszystkim można zrobić. Oboje mamy jeden wniosek: edukować. Łączyć, nie dzielić. Pokazywać alternatywy, promować pozytywne wzorce. Docierać do małych i dużych. Wieloaspektowo, długoterminowo, w sposób lekki i zabawny, ale i przemyślany i odpowiedzialny. Przebąkujemy, że fajnie byłoby coś kiedyś razem zrobić.

Brat znajomego nazywa się Piotr Horzela.

Maj 2017 

Piotrek poleca mnie na festiwal reportersko-podróżniczy Wachlarz, gdzie po raz pierwszy mam opowiadać stricte o Hawajach. Pomaga mi z ogarnięciem prezentacji od strony technicznej, sporo jesteśmy ze sobą na łączach, rozmawiając o tym, co chcielibyśmy zrobić, w życiu osobistym i zawodowym. Co trochę czytając o jego planach i marzeniach mam wrażenia, jakby powtarzał moje słowa z ostatnich lat.

Kiedy rozmawiamy o domu, Piotrek mówi o małym domku w lesie, najlepiej godzinę drogi pociągiem od dużego miasta. Kiedy mówię mu o książce „Native stranger” i marzeniu o podróży po Polsce, słyszę: „No to będziemy konkurencją! Ja już zacząłem zbierać materiały w trakcie rowerowej podróży po Podlasiu.” Śmieję się z tego i żartuję, że szkoda, że z moich chłopakiem nie mamy podobnie.

Śmieję się, ale nie do końca. Mój długoletni związek nie ma się dobrze. Od dawna, tak naprawdę, ale mój kwietniowy zakup mieszkania w Warszawie przyśpiesza i ponownie wynosi na światło dzienne wiele problematycznych kwestii: kto gdzie chce żyć, co chce robić, czemu poświęcać czas i energię, w co ładować pieniądze. Nie mija dużo czasu, a postanawiamy się rozstać.

Sierpień 2017

– A co byś powiedziała na to, żeby się na trochę wynieść gdzieś do lasu? Miałbym czas na spokojnie kręcić filmy, Ty robić swoje rzeczy. Chodzilibyśmy na spacery, mieli czas odpocząć, zwierzaki poobserwować… – pyta z entuzjazmem przez telefon, z drugiego końca kraju.

– Brzmi super! Kiedy?

– No najlepiej to tak, żeby cały cykl wegetacyjny przyrody obserwować i udokumentować. Czyli tak od marca do listopada przyszłego roku.

– Yhymmm…

Kulisy organizacji „Las w Nas”

Nazwa

Po krótkim szaleństwie związanym z moim pomysłem spontanicznego wyjazdu na Hawaje, w listopadzie zeszłego roku zaczęliśmy ogarniać ideę leśnego projektu. Tak na niego mówiliśmy, bo nie znaliśmy jeszcze żadnych szczegółów: ani nazwy, ani miejsca, ani tak naprawdę nic poza tym, że wiedzieliśmy, że ma być las i ma być spokój, a wszystko ma trwać około siedmiu miesięcy.

Zaprosiliśmy kilkoro znajomych na burzę mózgów i bardzo szybko okazało się, że mamy przed sobą bardzo dużo pracy. Przede wszystkim jeśli chodzi o decyzję dotyczącą tego, co, kto i gdzie będzie publikował, ale także, jak to wszystko komunikować. Mając dwie zupełnie różne społeczności oraz, w mniejszym lub większym stopniu, zbudowane własne marki osobiste (Piotrek jako prelegent podróżniczy i Youtuber od lasu; ja jako autorka książek i treści dla kobiet z zakresu szeroko rozumianego samorozwoju), mieliśmy duży problem z decyzją, jak to wszystko połączyć w momencie, gdy zaczniemy coś wspólnego.

Z jednej strony łączy nas chęć promocji przyrody i kontaktu zarówno z naturą, jak i drugim człowiekiem. Z drugiej strony wychodzimy z zupełnie innych miejsc i na czym innym chcemy się skupiać. Piotrek, wychowany w leśniczówce i wykształcony w naukach przyrodniczych, zna las jak własną kieszeń. Promuje podstawową wiedzę dotyczącą gatunków zwierząt i drzew, funkcjonowania ekosystemu, czy wpływu żywiołów i działalności człowieka na las. Fascynują go budowa i populacja żubra czy to, jak jeleniom rośnie poroże (nie rogi!). Ja, wychowana w mieście i mająca tak naprawdę stosunkowo niewielką wiedzę na temat polskiej przyrody, wchodzę do lasu i nie czytam go tak jak Piotrek. Zachwycam się nim i czuję, że przebywanie w naturze bardzo dużo mi daje, ale nie mam wiedzy na temat tego, co i dlaczego się w lesie dzieje.

Ja natomiast jestem praktykiem jak najbardziej naturalnego, ekologicznego i zrównoważonego stylu życia. Zarówno w kontekście tego, co i jak konsumuję, jak i tego, jakie są głębsze procesy ekonomiczno-społeczne związane z tym, jak żyję i traktuję środowisko naturalne. Fascynuje mnie temat połączenia między człowiekiem i naturą (słyszał z Was ktoś, że są takie gałęzi nauki i badań jak ekopsychologia lub ekoterapia? Jak nie, to niedługo usłyszy!), zarówno w mikro i makro skali. To ja jaram się naparami z ekologicznej lipy i lawendy, robieniem zakwasu buraczanego czy byciem częścią kooperatywy spożywczej (w czym Piotrek dzielnie uczestniczy). Ja bardziej zwracam uwagę na to, gdzie, z czego i w jaki sposób tworzone są oferowane na rynku produkty (i jakie mają wpływ na stan środowiska i ludzi, którzy je wytwarzają) czy rozkminiam, jak produkować mniej śmieci i do posprzątania czego jeszcze można wykorzystać ocet i sodę oczyszczoną.

I te różnice są super, bo dzięki temu świetnie się uzupełniamy. I tak jak ja uczę się od Piotrka o różnicy między bukiem i grabem w Reptach Śląskich, tak on zaczyna coraz bardziej odczuwać, że swoimi codziennymi wyborami konsumenckimi może mieć rzeczywisty wpływ na to, jak wygląda świat. Równocześnie te same różnice były dość problematyczne, kiedy próbowaliśmy nazwać nasz wspólny projekt i określić jego ramy. W końcu wymyśliliśmy hasło przewodnie naszego przedsięwzięcia, Zbliżamy do natury i siebie nawzajem, ale nadal nie mieliśmy nazwy. Wymyślanie jej było długim i żmudnym procesem.

Czasem jest tak, że najpierw przychodzi do nas nazwa projektu i pomaga stworzyć wizję naszych działań – tak było w przypadku moich „Polek”. Czasem jest tak, że projekt już jest, ale nazwa za nic nie chce się pojawić.1 Testowaliśmy różne nazwy i już prawie zdecydowaliśmy się na „Ludzi lasu” (nawet wykupiliśmy domenę), ale Piotrek miał z nią zgrzyt. Ja, słysząc: Ludzie lasu, słyszałam: wszyscy ludzie, którzy kochają las i są naszymi potencjalnymi odbiorcami. Piotrek, z racji swojego wykształcenia i doświadczeń leśnych, słyszał: specjaliści od lasu, którzy na nim zęby zjedli. A takimi nie jesteśmy i na takich nie chcemy się kreować. No to szukaliśmy dalej.

W końcu, po rozmowach, ankietach wśród znajomych i sprawdzaniu dostępności domen (nawet nie przypuszczałam, jak cholernie trudno będzie znaleźć dobrą, wolną nazwę), zdecydowaliśmy się na „Las w Nas” i domenę laswnas.com.  I tak oto powstał:

projekt przyrodniczy edukacja leśna o lesie wracamy do natury

Nazwa „Las w Nas” ma oczywiście bezpośredni związek z tym, że w lesie będziemy mieszkać i z niego będziemy tworzyć, ale dla mnie nazwa ta ma wiele innych płaszczyzn. Chociażby tą, że wszyscy wyszliśmy z lasu – teren Polski był swego czasu porośnięty ogromnymi połaciami lasów, które były dla naszych przodków: domem, schronieniem, apteką, spożywczym, marketem budowlanym, siłownią i placem zabaw. Mało tego – mimo że w dużo mniejszym stopniu – lasy nadal tym są i dla naszego pokolenia. A przynajmniej mogłyby być, gdybyśmy do nich powrócili częściej niż od święta i z większą niż obecnie świadomością dobrodziejstw, które oferują. Dodatkowo „Las w Nas” rozumiem jako cząstkę lasu w każdym, kto ten las kocha, kto chodzi do niego na spacery, kto w nim wypoczywa, kto do niego zabiera dzieci i komu nie jest on obojętny. Tak więc „Las w Nas”, ale i w Was – o tym jest ten projekt.

Logistyka

Początkowo pomysł był taki, żeby wynająć sobie gdzieś od kogoś starą drewnianą chatę „po dziadku” i stamtąd na spokojnie pisać, nagrywać i publikować. Dość szybko zasugerowałam, żeby zrobić z tego „projekt” i znaleźć sponsorów.2 No to postanowiliśmy spróbować zadziałać w sposób bardziej sformalizowany.

Pierwotny pomysł z chatą został porzucony na rzecz idei zamieszkania w małej, kreatywnej przestrzeni: domku zbudowanym z kontenerów morskich (w których Piotrek mieszkał m.in. na Antarktyce i w Sudanie Południowym) lub domku mobilnym, zbudowanym na szkielecie przyczepy na kołach. Żeby móc się do kogokolwiek odezwać, potrzebowaliśmy porządnie przygotowanej prezentacji do przesłania potencjalnym sponsorom i patronom medialnym. Piotrek wziął się do pracy i po wielu godzinach dyskusji (i, ekhm, kłótni…), powstała piękna, czytelna i profesjonalna prezentacja projektu, którą zaczęliśmy wysyłać do firm, z którymi chcielibyśmy współpracować.

Jeszcze zanim znaleźliśmy dom wiedzieliśmy, że SunSol – firma sprzedająca i montująca panele fotowoltaiczne – będzie naszym sponsorem i zainstaluje nam mini-elektrownię słoneczną. Jesteśmy bardzo ciekawi, ile prądu uda nam się w ten sposób uzyskać i na ile ekologiczne jest to rozwiązanie.3

W kontekście domu skontaktowaliśmy się z dwiema firmami. Jedna z nich, Letniskowo.pl (ta od domków mobilnych), już pod koniec pierwszego spotkania powiedziała: „Znajdźcie ziemię na Podlasiu, na której można to postawić i do której bez problemu dojedziemy, a zbudujemy i udostępnimy Wam dom na czas trwania Las w Nas.” No to ruszyliśmy na poszukiwania miejsca. Na szczęście dzięki pomocy dobrej leśnej duszy z Czarnej Białostockiej, nie szukaliśmy zbyt długo. Już pierwszego dnia znaleźliśmy idealny teren: pośrodku lasu, w otoczeniu drzew owocowych, po sąsiedzku z łąkami i rzeką. WOW. Były co prawda obawy, czy nasz kilkutomowy dziesięciometrowy dom da radę tam dojechać, ale po wstępnych oględzinach dano nam zielone światło (dlatego tak bardzo cieszą nas dzisiejsze i jutrzejsze mrozy na Podlasiu – nasza dojazdowa droga leśna będzie przejezdna!).

Kiedy pojechaliśmy na drugie spotkanie z Letniskowo, dogadaliśmy szczegóły współpracy i dowiedzieliśmy się, że „nasz” domek właśnie jest kończony w hali obok! Nagle przeszła mi grypa i brykałam jak szalona. Tak to wyglądało dwa tygodnie temu:

dom mobilny projekt ekologiczny społeczny edukacja leśna

dom mobilny projekt ekologiczny społeczny edukacja leśna

dom mobilny projekt ekologiczny społeczny edukacja leśna
dom mobilny projekt ekologiczny społeczny edukacja leśna

Tak od kilku dni:

dom mobilny projekt ekologiczny społeczny edukacja leśna

dom mobilny projekt ekologiczny społeczny edukacja leśna

dom mobilny projekt ekologiczny społeczny edukacja leśna

dom mobilny projekt ekologiczny społeczny edukacja leśna

las w nas projekt przyrodniczy

dom mobilny projekt ekologiczny społeczny edukacja leśna

Podczas gdy odzywaliśmy się do kolejnych firm, zastanawialiśmy się nad patronatami medialnymi. Na samym początku odezwaliśmy się do National Geographic i po kilku tygodniach przyszła odpowiedź: biorą nas! W ten oto sposób „Las w Nas” stał się przedsięwzięciem pod patronatem National Geographic Traveler Polska, co nas bardzo cieszy. Z jednej strony umacnia w nas przekonanie, że to co wymyśliliśmy i planujemy zrobić jest wartościowe, a z drugiej strony mamy nadzieję, że patronat tak rozpoznawalnej marki pomoże nam dotrzeć do jeszcze większej liczby odbiorców. Dodatkowo patronatem objął nas wspomniany już festiwal Wachlarz, obecnie będący częścią świetnej inicjatywy Outride.rs, oraz Akademickie Radio Kampus. O kolejnych patronach medialnych i sponsorach pisać będziemy na bieżąco, jako że z kilkoma rozmowy są jeszcze w toku.

O co w ogóle chodzi w tym „Las w Nas”?

Wizja

Bawić, kwestionować, edukować, dzielić się wiedzą, ale i pokazywać, jak sami uczymy się nowych rzeczy i zachęcać do własnych odkryć. Wszystko to z przyrodą, troską o środowisko, kontakt z naturą i innymi ludźmi w tle.

Chcemy inspirować do tego, żeby:

  • spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu,
  • doceniać i poznawać to, co mamy za oknem,
  • częściej bywać offline,
  • robić mniej zamiast więcej i dawać sobie prawo do odpoczynku,
  • otaczać się naturą w życiu codziennym: naturalnym jedzeniem, lekami, materiałami,
  • uczyć się od natury i procesów nią rządzących,
  • robić dobrze sobie, swojej rodzinie i społeczeństwu przez bardziej świadome wybory konsumenckie,
  • rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać – również, a może szczególnie, z tymi, którzy mogą mieć inne zdanie,
  • słuchać, czytać, zadawać pytania – szczególnie w tematach, w których polaryzują nas media i politycy,
  • wracać do szeroko rozumianych korzeni – w kontekście naszych rodzin, społeczności, historii kulturowych,
  • czerpać z mądrości innych – z mojej strony ze szczególnym zwróceniem uwagi na Hawajczyków,
  • tworzyć, czytać, pisać.

Dodatkowo chcemy pokazywać i promować lokalnych artystów, rękodzielników i wytwórców dóbr wszelakich oraz dzielić się z Wami historiami ludzi, którzy w lesie i z lasem żyją od lat, czasem od pokoleń.

Od samego początku wiadome było, że „Las w Nas” ma być okazją do tego, żeby Piotrek mógł się na spokojnie skupić na rozwijaniu swojego kanału na Youtube. Do tej pory robił to po godzinach, nierzadko kosztem siebie i czasu na odpoczynek. Od kiedy półtora roku temu wrzucił pierwszy film, wokół jego kanału zbudowała się bardzo zaangażowana społeczność, a Piotrek ze zdziwieniem stwierdził, że coś, co miało być jedynie okazją do nauki gadania do kamery (pod kątem prowadzenia przyszłego vloga podróżniczego), chwyciło. Okazało się, że ludzie bardzo chętnie oglądają jego filmy przyrodniczo-leśne. Po pierwsze, są oparte na faktach, nie opiniach. Po drugie, są świetną platformą do tego, żeby zachęcać ludzi do odkrywania polskiego lasu i pobudzać w nich ciekawość tego, co i dlaczego się w nim dzieje.

Jeśli chodzi o mnie, to był to jeden wielki znak zapytania. W zeszłym roku ruszyłam z autorskimi warsztatami dla kobiet, i wiedziałam, że chcę przeprowadzić kolejne ich edycje. Dodatkowo chciałam wrócić do bardziej regularnego pisania, ale nie miałam żadnych konkretów – szczególnie pod kątem przedstawienia projektu sponsorom. Inspiracja przyszła od Was.

W styczniu dostałam wiadomość od jednej z czytelniczek, która kolejny rok z rzędu przeszła samorozwojową zabawę wideo, wymyśloną i nakręconą przeze mnie pod koniec 2013 roku (w skrócie nazywamy ją Piętnastką). Pisała jak dużo dał jej mój cykl wideo, a jako że Piotrek o nim nigdy wcześniej nie słyszał, ze zdziwieniem przeglądał kolejne filmiki. Nieprofesjonalnie nakręcone i edytowane na czuja filmy spodobały się i jemu. Wtedy zapytał: „A może zrobiłabyś coś podobnego w lesie?” Tak oto zrodził się pomysł na cykl filmów Wracamy do natury. Hasło to rozumiem bardzo szeroko i planuję rozwijać je w odcinkach poświęconych tak zróżnicowanej gamie tematów jak: dieta, kosmetyki, moda, urządzanie mieszkania, kreatywność i DIY, cyberpsychologia (obok wspomnianej wcześniej ekopsychologii), mitologia, działanie bez przemocy, przebywanie w naturze czy uczenie się z jej cyklów i praw nią rządzących.

Muszę przyznać, że bardzo się tego nowego przedsięwzięcia nie mogę doczekać, ale i chwilami boję. Raz, że jeszcze w ten sposób nie mówiłam o treściach, którymi się obecnie zajmuję. Dwa, że mam w sobie obawy, że może to będzie zbyt nudne, albo zbyt poważne, albo niewystarczająco chwytliwe, albo niezabawne i w ogóle do kitu. A w związku z tym, że nikt tego nie będzie oglądał. Dodatkowo swoimi filmami Piotrek wysoko stawia poprzeczkę  i o ile nieocenione jest to, że mogę korzystać z jego doświadczenia i pomocy, o tyle patrząc na jego ponad pół miliona wyświetleń, chwilami się stresuję. Ale same i sami dobrze wiecie, że nie chodzi o to, żeby się nie bać, tylko żeby znać swoje obawy i działać, idąc z nimi pod rękę. No to niedługo wyruszam na spacer…

Poza dłuższymi filmami tematycznymi na Youtube, będziemy wrzucać krótkie filmy na Instastories (jeśli macie Insta, to polecamy się na @las_w_nas), zdjęcia zwierzaków i drzew oraz migawki z naszego leśnego życia. Do tego teksty na stronach internetowych u mnie i u Piotrka.

Przez cały pobyt w Puszczy Knyszyńskiej będziemy również dokumentować konkretne miejsca, aby pokazać, jak las zmienia się z tygodnia na tydzień, jak przechodzi proces przebudzenia wiosną, pełni życia latem i obumierania jesienią. Do tego nieustannie będziemy zbierać materiały do dwóch różnych prezentacji multimedialnych, z którymi będziemy jeździć po kraju po zakończeniu etapu leśnego.

Marzy mi się też opcja zapraszania Was na wspólne spacery po naszym kawałku Puszczy, może i na rodzinne weekendy (np. Piotrek z dziećmi i ojcami w las, mamy ze mną na warsztaty), a do tego jakieś większe wydarzenie z końcem lata. Jednak co z tego będzie możliwe, dowiemy się dopiero za kilka tygodni.

* * *

Jeśli przemawia do Ciebie wizja projektu, którą opisałam powyżej i odnajdujesz w niej coś dla siebie, gorąco zachęcam Cię do wejścia na naszą stronę laswnas.com i zapisania się na tamtejszy newsletter. O ile nadal będziesz dostawać powiadomienia dotyczące wszystkich tekstów, które zamieszczam tutaj, część materiałów będzie tworzona przez Piotrka, część wrzucana jedynie na FB, część będzie pojawiać się w miejscach niezwiązanych bezpośrednio z naszymi kanałami w mediach społecznościowych. Dołączając do naszej listy mailingowej „Las w Nas”, nie przegapisz żadnego z najlepszych materiałów.

Z chęcią przeczytam też, co sądzisz o naszym projekcie. Czy brzmi dla Ciebie interesująco? A może w ogóle nie? Jestem bardzo ciekawa, jakie budzi w Tobie skojarzenia i czy masz jakieś sugestie, co warto byłoby w jego ramach zrobić. 

Tymczasem o 7:00 przywożą nasz nowy dom!

  1. To trochę jak z różdżkami w Harrym Potterze – to różdżka wybiera czarodzieja, nie odwrotnie. Nie mogłam się powstrzymać przed tą analogią… Od kilku tygodni ponownie oglądam wszystkie filmy i czytam książki.
  2. Potem kilkukrotnie żałowałam, że  w ogóle się wtedy odezwałam…
  3. Na Hawajach energia słoneczna pokrywała zdecydowaną większość zapotrzebowania ośrodka, w którym przebywało po kilkanaście osób naraz. Zobaczymy, ile Podlasie ma w sobie z Hawajów!
Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+