Niezależnie od tego, czy mówimy o życiu codziennym,wyjściu wieczornym, zdjęciach w gazecie czy tworzeniu treści do mediów społecznościowych, przez 99% czasu jestem bez makijażu. Przechodziłam różne fazy związane z powodem, dla którego się malowałam: od wstydu za to, jak wyglądam, przez radość z kreatywnego wyrazu, po przyzwyczajenie. Aż w końcu nadszedł bunt i – w ostateczności – odrzucenie.

Z końcem stycznia zaczęliśmy z Piotrkiem prowadzić wspólne konto na Instagramie, które związane jest z projektem „Las w nas„. Do dzisiaj opublikowaliśmy 96 zdjęć, z czego najbardziej komentowanym było to, w którego opisie poruszyłam kwestie nie malowania się do zdjęć i filmów, które publikuję w sieci (kliknij na zdjęcie, żeby przeczytać dyskusje, które wywiązały się pod zdjęciem).

 

(ENG below) Hasło „Wracamy do natury” (nazwa mojego kanału na YouTube) nie odnosi się dla mnie tylko do spędzania czasu na świeżym powietrzu czy konsumowania zdrowej żywności. Ma dużo szersze znaczenie, zahaczające m.in. o to, jak się ubieram i czy się maluję. A przez 99% czasu się nie maluję. Nie robię tego w życiu prywatnym i nie widzę powodu, by robić to do zdjęć publikowanych na Insta (wydaje mi się, że może na jednym lub dwóch wrzuconych tutaj zdjęciach mam makijaż) czy nawet filmów na YT (w ostatnim, tym o lawendzie, mam tusz na rzęsach – szczyt elegancji! 😂). Podobnie na Stories, pokazuję się zupełnie naturalnie. Widać mankamenty mojej cery, niewyregulowane brwi, niedbale spięte włosy i wszystko pomiędzy. Zresztą jeśli przejrzelibyście nasze zdjęcia, które pokazały się w Newsweeku, Wyborczej czy lokalnych mediach, będzie to samo. Robię to bardzo świadomie, ponieważ chcę pokazywać, że nie ma nic złego, wstydliwego czy nieprofesjonalnego w tym, że kobieta chodzi bez makijażu. Bo powrót do natury to dla mnie także powrót do bycia ok z tym, jak naturalnie wyglądamy 🤗 A jakie jest Wasze zdanie, dziewczyny? Miałybyście problem, żeby pójść do pracy, na uczelnię czy do klubu bez makijażu? Ciekawa jestem Waszych odpowiedzi! ❤️

Post udostępniony przez Las w Nas (@las_w_nas)

 

Bardzo ciekawe komentarze pojawiły się również pod linkiem do postu, który właśnie czytasz, na moim fanpage:

 

Dwie lub trzy z wypowiadających się na Instagramie dziewczyn (które się malują), poczuły się zaatakowane zarówno przez to, co napisałam ja, jak i przez wypowiedzi innych osób w komentarzach. Pozwolę sobie więc zaznaczyć, że opis moich doświadczeń, moich przemyśleń i moich definicji, które prezentuję poniżej, nie jest atakiem na nikogo kto ma inne doświadczenia, inne przemyślenia i inne definicje. W tekście tym dzielę się swoją historią i swoją motywacją do takiego, a nie innego postępowania. Tylko i aż tyle.

BEZ MAKIJAŻU I Z – mejkapowa historia mojego życia

Mam osiem lat, jesteśmy z rodzicami u fotografa na sesji komunijnej. Mam już wtedy początki trądziku, więc mama nakłada mi trochę podkładu i pudru na twarz. Moje pierwsze wspomnienie z makijażem w tle.

___

Mam lat może dziesięć i duże problemy z cerą. Zdarza się, że w szkole wołają na mnie „pryszcz”. Czuję się brzydka, mam mnóstwo kompleksów. Mam wrażenie, jakby każdy, kto ze mną rozmawia, widział tylko mój trądzik.

___

Jestem w gimnazjum, moja mama prowadzi jednoosobowy zakład kosmetyczny w podwarszawskich Łomiankach. Czasem jeżdżę do niej po szkole lub w weekendy. Zachwycam się kolorowymi lakierami do paznokci, robię sobie kwiatki z cyrkonii, panterkę i kto wie, co jeszcze. Regularnie „walczę” z trądzikiem, robię maseczki, cierpię w trakcie „oczyszczania” cery, poddaję się zabiegom kwasem salicylowym.

___

Liceum, jestem na obozie siatkarskim. Na dyskotekę maluję powieki na żółto-zielono. Uwielbiam malować oczy, jest to dla mnie bardzo kreatywne zajęcie. Coraz bardziej regularnie nakładam puder. Problemy z cerą nadal są, ale już nie takie duże. Za to kompleksy nadal trawią od środka i skutecznie obniżają samoocenę.

___

Studia, maluję się regularnie. Czuję, że muszę się malować przed wyjściem z domu, żeby ukryć to, jak wyglądam normalnie. W końcu na tym polega bycie zadbaną i atrakcyjną kobietą, nie? Na idealnej cerze i podkreślonym oku.

___

2011 rok, przez miesiąc podróżuję po Islandii, stopem i z namiotem. O malowaniu się zapomnij. Podróżuję ze znajomym Francuzem i ani on, ani żadna z innych napotkanych przeze mnie w trakcie wyjazdu osób, nie ucieka na mój widok bez makijażu. Nikt nawet nie zwraca na to uwagi. Hmmm ciekawe…

W trakcie całego wyjazdu chyba ze dwa razy maluję sobie rzęsy i czuję się jak najbardziej odstawiona kobieta świata.

Mniej więcej od tego momentu przestaję się malować latem, czasem tylko oczy lub usta, ale i to nie za często. Zimą jednak nadal „trzeba” przykrywać mankamenty nieopalonej cery. Ciągnie mnie do czerwonej szminki ale uważam, że mam zbyt żółte zęby, żeby się takową raczyć.

___

Kilka miesięcy później ląduję na jakimś spotkaniu kosmetycznym, jednej z firm MLM, na które zabiera mnie koleżanka do tejże firmy wstępująca. Siedzę przy stole z kilkoma innymi dziewczynami, głównie młodszymi ode mnie (mam wtedy może 24 lata). Prowadząca opowiada nam o różnych rodzajach fluidów, pudrów i całej reszty ferajny. Na stole leżą kosmetyki, które mamy sobie wypróbować, robiąc makijaż odpowiedni dla naszego typu skóry i urody (oraz zapisać nazwy i kolory specyfików, coby je sobie później nabyć). Ale żeby zrobić sobie makijaż, najpierw trzeba zmyć ten, z którym się przyszło.

W ruch idzie więc mleczko i waciki, ale nie u wszystkich pomysł przechodzi bez echa – siedząca koło mnie osiemnastolatka, o pięknej, gładkiej cerze, z wyrazem szoku i przerażenia na twarzy mówi: Ale jak to, ja mam tutaj zmyć makijaż i pokazać się bez niego? Ja nigdy nigdzie nie wychodzę bez makijażu! I widać, że nie żartuje ani nie wyolbrzymia, jest naprawdę zaniepokojona. Ten moment działa na mnie jak kubeł zimnej wody.

Jak to możliwe, że młoda i ładna dziewczyna z taką zgrozą myśli o tym, żeby na 10 min pokazać się bez makijażu w gronie innych kobiet, które zaraz zrobią to samo?

___

2013 rok, wydaję swoją pierwszą książkę. Żeby sfinansować jej druk znajduję sponsora, ale robię również przedsprzedaż wśród bliższych i dalszych znajomych. Jeden z nich, Alex z Monachium, zamawia ich dziesięć – jedynie w ramach wsparcia mojego przedsięwzięcia, bo po polsku nie mówi ani me, ani be. Żartujemy z tego i pyta, czy książki będą z dedykacją. „A nawet z buziakiem!”, śmieję się. Tak oto rodzi się pomysł, żeby całować moje „Polki” – coś, co robię nieustannie od pięciu lat, wypisując dedykację moim czytelniczkom (i jest to obecnie jedyna okazja, przy której używam szminki). Pomysł staje się hitem, czytelniczki są zachwycone tym, że w prawie każdej zakupionej u mnie książce znajduje się czerwony buziak.1

bez makijażu dlaczego się nie maluję magda bębenek polka potrafi self-publishing własna książka

Organizuję mnóstwo spotkań autorskich, występuję na konferencjach i wydarzeniach dla kobiet. Umalowana i z czerwonymi ustami, które w pewien sposób stają się moim znakiem rozpoznawczym. Gdy kilka miesięcy później przestanę się malować, uczestniczki spotkań i czytelniczki będą dopytywać: gdzie Twoje czerwone usta?

Na wydarzenia takie – wiadomo – przychodzą kobiety chcące się rozwijać, dobrze wyglądać, świetnie się czuć. Ładne sukienki, nienaganne makijaże, szpilki.

Tylko ja coraz bardziej zaczynam się buntować.

I przeciwko temu, jak wiele z takich wydarzeń funkcjonuje (podobnie jak sam rynek samorozwoju) i temu, że jako kobieta „muszę” się malować, a występując publicznie „odpowiednio” ubierać.

Skoro mówię o autentycznym życiu, o samorozwoju, o wychodzeniu poza narzucane nam ramy społeczne, o poczuciu własnej wartości mającej oparcie we mnie, a nie w innych, dlaczego robię to nie będąc sobą? Nie mając na sobie tego, co bym założyła na każde inne spotkanie i zasłaniając się za warstwą makijażu, którego używanie narzucają mi normy, z którymi się nie zgadzam?

Początkowo bunt jest tylko wewnętrzny, ale po pewnym czasie zaczynam go uzewnętrzniać. Przestaję się malować na spotkania z czytelniczkami, chodzę na nie w szarawarach i wygodnych klapkach. Zauważam, że wręcz specjalnie oduczam się społecznego warunkowania na temat tego, jak „należy” wyglądać. Jeśli zaczynam czuć presję, żeby się bardziej umalować lub wystroić, z premedytacją tego nie robię. Czytelniczki nadal przychodzą, książki nadal się sprzedają. Świat się nie zawala.

WPŁYW KOSMETYKÓW NA ZDROWIE

Niedługo później dochodzą kolejne elementy układanki, bo zaczynam się edukować jeśli chodzi o skład kosmetyków oraz o to, że zawarte w nich substancje są wielokrotnie w ogóle nie przebadane pod kątem wpływu na zdrowie człowieka (o środowisku nie wspominając). Standardem jest domniemanie, że coś nie jest szkodliwe, dopóki ktoś tego producentowi kosmetyków nie udowodni.

Dodatkowo nawet jeśli składniki są przebadane, to w większości przypadków testowane są na zwierzętach w sposób, na jaki byśmy się nie zgodzili, gdybyśmy mieli się mu przyglądać. Ale większość z nas nie ma pojęcia, co się dzieje za drzwiami laboratorium, więc nie zadajemy pytań (ja też tego do bardzo niedawna nie robiłam).

O ile w Europie sytuacja ma się dużo lepiej niż w Stanach, gdzie często dopuszczane są substancje u nas zakazane, o tyle „normalne” kosmetyki i tak zawierają rzeczy, których nie chcę w siebie wklepywać. Są producenci, którzy utrzymują, że np. parabeny i SLSy są zdrowe, są tacy, którzy informują o ich potencjalnej kancerogenności. Jedni i drudzy powołują się na badania. Wiadomo – w zależności od tego, kto daną rzecz bada i co chce udowodnić, to właśnie znajdzie.

Jednak niezależnie od tego, których badań wyniki są bliższe prawdziwemu stopniu szkodliwości tych substancji, czy jeśli istnieją jakiekolwiek podejrzenia lub dowody na to, że mogą one wywoływać poważne problemy zdrowotne, to nie powinny być zabronione? Zdajemy się zapominać, że skóra jest naszym największym organem i absorbuje przynajmniej część tego, z czym się styka, niejednokrotnie transportując dane substancje prosto do krwiobiegu.

Jeśli nie wiem, skąd jakiś składnik pochodzi i jakie ma działanie, a także, że został odpowiednio przetestowany (również w kontakcie z innymi składnikami) i że nie „przedawkuję” go w połączeniu z innymi produktami, które stosuję przez długi czas (przeciętna kobieta codziennie, przez dekady, wystawiona jest na działanie setek substancji chemicznych, zawartych we wszystkich możliwych rodzajach kosmetyków, nie wspominając o innych produktach, typu środki czystości), to podziękuję.

I najszybciej podziękowałam właśnie kosmetykom tzw. kolorowym. Tym bardziej, że kilka lat temu nie znałam żadnych alternatyw dla kosmetyków kolorowych produkowanych na masową skalę. A gdy w końcu dotarło do mnie, że jedne z najbardziej delikatnych i strategicznych miejsc mojego ciała (gałka oczna) są codziennie wystawiane na działanie substancji, które je podrażniają lub poprzez które dostają się dalej do mojego organizmu (usta i zjadanie szminek, błyszczyków i konturówek, panie i panowie), to zrobiło mi się słabo. A potem przyszedł wkurw.

Wkurw na producentów kosmetyków, dla których zysk jest ważniejszy niż zdrowie moje i innych kobiet z całego świata. I nie mówię tu tylko o zdrowiu fizycznym, ale również mentalnym i emocjonalnym. To, że wklepujemy w siebie szkodliwe dla nas substancje to jedno. Ale ważniejsze jest: dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź: potężny przemysł kosmetyczny pilnuje, żebyśmy co sezon znajdywały nowe wady w swoim ciele, które trzeba niezwłocznie naprawiać. Dziesiątkami kosmetyków i zabiegów, z setkami potencjalnie szkodliwych substancji.

W jaki sposób się przed tym nie buntujemy i wydajemy mnóstwo pieniędzy na produkty i usługi wszelakie, które mają nas „upiększyć”? I co to w ogóle znaczy, „upiększyć”?

Co by było, gdyby kobietom nie było wmawiane, że nieustannie muszą coś ulepszać, tuszować, zmniejszać, powiększać?

Gdyby nikt w sztuczny sposób nie wyznaczał kanonu piękna? Gdybyśmy zrozumiały, że nie ma jednego ładnego kształtu oczu, kości policzkowych czy czoła – są ich miliardy. Tyle, ile jest kobiet na świecie. Gdybyśmy przestały zamartwiać się o niemalże każdy centymetr naszego ciała…

…ile energii by to uwolniło?

…ile poczucia własnej wartości i sprawczości dodało?

…ile czasu i pieniędzy oszczędziło?

…od ilu głupich decyzji i relacji ustrzegło?
(Wszak sama dobrze wiem, w jak głupie układy można się ładować, chociażby w kontekście relacji damsko-męskich, gdy same siebie nisko oceniamy.)

Zastanów się nad tym chwilę.

bez makijażu dlaczego się nie maluję

Ja się zastanawiam, coraz częściej.

I efektem wcale nie jest to, że w ogóle się nie maluję czy że uważam, że kosmetyki i makijaż to zło wcielone same w sobie.

Po pierwsze, znalazłam zamienniki dla wcześniej używanych kosmetyków i mam poczucie, że obecnie nie szkodzę sobie za bardzo, gdy z nich korzystam. Po drugie, najzwyczajniej w świecie lubię się od czasu do czasu umalować. Po trzecie, bardzo dobrze rozumiem chęć kobiet do tego, żeby z pomocą makijażu zakrywać rzeczy, których nie chcą pokazywać, ponieważ boją się wyśmiania, odrzucenia czy krytyki. I wiem, że dla nich malowanie się jest wielokrotnie tym, co dodaje pewności siebie i pozwala wyjść do świata bez strachu.2

Dla mnie, w miejscu, w którym się obecnie znajduję, bardzo ważne jest, żeby w Internecie pokazywać się tak, jak wyglądam na co dzień. O ile na zdjęciach i filmach mam sporadycznie wytuszowane rzęsy, a jak poszaleję to i trochę kredki przy oku czy podkreślone brwi, o tyle np. na Instastories, które prowadzimy codziennie, czy w zdjęciach do artykułów w prasie, które się o nas ukazują, w 99% przypadków jestem zupełnie sauté.

Z nieidealną cerą, czasem z przetłuszczonymi włosami, a czasem z mokrymi strąkami, bo właśnie wyszłam spod prysznica. Zmęczona, umorusana lub rześka i w ładnej kiecce. Czasem wyglądam super, a czasem… po prostu wyglądam. I to też jest super, bo przecież dokładnie taka właśnie jestem.

Ale nie każdemu się to podoba, bo uwarunkowanie, że kobieta zadbana/atrakcyjna/pokazująca się publicznie musi być umalowana, uczesana i „odpowiednio” ubrana, jest w nas bardzo mocne. I ludzie czują prawo do tego, żeby komentować mój #nomakeup wybór i wygląd, głównie obcy faceci w Internetach.

Na portalach społecznościowych, na których w ramach promocji umieszczam swoje filmy YT, pojawiają się komentarze „Umaluj się pani” lub „Jest potencjał, gdybyś nie robiła z siebie szarej myszki, umalowałabyś się„. Co ciekawe, Piotrek – po dwóch latach publikowania filmów – ani razu nie dostał krytycznego komentarza na temat swojego stroju, wyglądu czy fryzury. Mnie wystarczyły dwa odcinki.3

I nie chodzi tylko o obcych chłopów w świecie wirtualnym. Dwie z sytuacji, które utkwiły mi w pamięci najbardziej, jeśli chodzi o mój brak makijażu, miały miejsce za sprawą bliskich mi kobiet.

Sytuacja #1

Nie widziałyśmy się ze znajomą chyba z półtora roku. Jestem po powrocie z Hawajów, opalona, tryskająca pozytywną energią. Ogromnie szczęśliwa ze spotkania, w centrum Warszawy wsiadam do samochodu znajomej. Z radością szybko się ściskamy i, zanim zdążę powiedzieć cokolwiek, znajoma wypala: „Ale mogłabyś się trochę umalować!”

Sytuacja #2

Wypuszczam niedługo stronę magdabebenek.pl w nowej odsłonie. Dotychczasowo było to jedynie portfolio różnych moich projektów, teraz chciałabym mieć miejsce do publikacji tekstów. Kilka dni wcześniej pomagałam znajomemu fotografowi przy sesji zdjęciowej w jednej z warszawskich szkół tańca. Musiał ustawić dobre światło do zdjęć, więc wysłał mnie na tło fotograficzne i zrobił kilka próbnych fotek. Kiedy mi je później pokazał stwierdziłam, że idealnie mi się wpisują jako grafiki do mojej strony (dzięki, Adam!).

Podekscytowana nowym wyglądem strony, jeszcze przed premierą, podsyłam ją do różnych znajomych, żeby usłyszeć ich uwagi na temat jej funkcjonalności, projektu itp. Jedna ze znajomych pisze, że strona super, tylko zdjęcie mogłabym mieć bardziej profesjonalne. Zachodzę w głowę, o co jej chodzi: zdjęcie zrobione w studio, przez bardzo dobrego fotografa, świetnym sprzętem, na tle fotograficznym i z profesjonalnym oświetleniem. „Umalowałabyś się i jakoś uczesała” – słyszę, gdy pytam, co ma na myśli przez „bardziej profesjonalne”.

oh i see gif

I nie zrozumcie mnie, ani ich, źle – nie mówiły tego w sposób uszczypliwy, złośliwy czy mając cokolwiek złego na myśli. Mówiły to z troski o to, jak mój brak makijażu odbiorą inni: jako brak profesjonalizmu i dbania o siebie.

Ale to właśnie w tym tkwi mój problem.

Bo od kiedy to mój profesjonalizm zależy od tego, czy jestem umalowana, czy nie? Jak makijaż zmienia moje predyspozycje, talenty, doświadczenia? W jaki sposób wpływa na moją przedsiębiorczość, zaradność czy wiarygodność?

BEZ MAKIJAŻU WYGLĄDAM JAK POTWÓR

Pisząc ten tekst z ciekawości zaczęłam wpisywać w Google „bez makijażu”, żeby zobaczyć, jakie są najczęściej wyszukiwane frazy.”Wyglądam jak potwór” było pierwszą z podpowiedzi. Dalej nie było lepiej: „wyglądam okropnie” i „jestem brzydka”.

magda bębenek bez makijażu nie maluję się ekologia

Makijaż – niegdyś przywilej arystokracji i klasy rządzącej, teraz praktycznie obowiązek każdej kobiety, i to coraz młodszej. Bo od lalek, przez bajki, po reklamy, obraz umalowanej twarzy przekazywany jest najmłodszym z nas, bez ustanku. W filmach dziewczynki i kobiety umalowane są o każdej porze dnia i nocy, prezenterki w TV mają na sobie grubą warstwę makijażu poprawianą co kilka minut, a na okładkach „kobiecych” gazet pojawiają się nie tyle kobiety umalowane, co wręcz nie występujące w naturze, bo ich wygląd tak bardzo zmieniany jest komputerowo.

Badania pokazują, że polskie nastolatki mają najniższą samoocenę ze wszystkich europejskich rówieśniczek. Kompleksy na punkcie wyglądu oraz wynikający z nich pęd do tego, by się „ulepszać”, chociażby za pomocą makijażu, jest bezpośrednim następstwem przekazów kulturowych, z którymi mają do czynienia 24/7. Płyną one zewsząd: od rodziców, kolegów, pań z telewizji, wszechobecnych reklam czy retuszowanych Instagirls. Nakazują młodym dziewczynom (choć nie tylko) czuć, że takie jakie są, są niewystarczająco: ładne, szczupłe, nieskazitelne.

Z malowania się zrezygnowałam dla siebie samej i własnego dobrego samopoczucia, ale jednym z głównych powodów, dla których z premedytacją publikuję w Internecie zdjęcia i filmy bez makijażu jest to, żeby pokazywać alternatywny obraz zadbanej, przedsiębiorczej i świadomej kobiety.

Jasne, zasięgi mam małe, więc i wpływ jest mały, ale im więcej z nas będzie otwarcie mówić o swojej motywacji do podejmowania takich, a nie innych wyborów, im więcej tekstów zaczynać się będzie od „bez makijażu” i kończyć na pozytywnych przesłaniach, tym większa szansa, że młode dziewczyny będą miały okazję spotkać się z innymi wzorcami.

Tak więc,

bez makijażu wyglądam super

 bez makijażu czuję się bardziej swobodna

bez makijażu moja skóra oddycha

bez makijażu podobam się sobie

bez makijażu jestem naturalnie piękna

bez makijażu czuję się wolna


 

A Ty? Malujesz się na co dzień?
Miałabyś problem w tym, żeby pójść do pracy, szkoły lub klubu nieumalowana?

Jak się czujesz bez makijażu?

Nie ma złych odpowiedzi, a wszelka dyskusja jest mile widziana!


Materiał ten powstał w ramach projektu Las w Nas.

las w nas laswnas.com baner banner magda bębenek piotr horzela

  1. Czasem książki wysyłam w podróży i wtedy nie mam ze sobą szminki.
  2. Pozostaje nadzieja, że osoby z poważnymi problemami skóry używają kosmetyków, które jej bardziej nie podrażniają i nie powodują, że trzeba tych kosmetyków używać coraz więcej…
  3. Piotrka czasem pytają o jego prawą rękę – w trakcie porodu zerwano mu obręcz barkową i obecnie nie ma pełnej mobilności ręki, co niektórzy widzowie wyłapują. A, no i dopytują się o jego znak rozpoznawczy, koszulę w kratę, jeśli akurat nie ma jej na sobie. Nie ma jednak żadnej krytyki dotyczącej jego prezencji.
Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+